Prawda czy Tradycja

Co wybrać? Trwać w tradycji, w jakiej zostaliśmy wychowani, czy też szukać Prawdy i odrzucić wszystko, co ludzkie, na rzecz Bożej Drogi?
Jest to transkrypt wykładu Jima Staleya z PFT Ministries, w którym mówi on o pochodzeniu rzekomo chrześcijańskich świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy.
Oryginał dostępny pod tym adresem – Truth or Tradition
Wkrótce dostępna będzie polska wersja z napisami, którą będzie można znaleźć w tych miejscach: napoczatku.org oraz vimeo.com/napoczatku

zapraszam

————————————————————————————–
————————————————————————————–
Witam w Passion for Truth Ministries. Nazywam się Jim Staley. Wszyscy mamy miłe wspomnienia z przeszłości, związane z siedzeniem przy stole, podczas Świąt Bożego Narodzenia. Z naszymi bliskimi, z rodziną, z przyjaciółmi świętujemy narodzenie naszego Pana, a na wiosnę świętujemy pamiątkę Jego zmartwychwstania.

To, czym chciałbym się z wami podzielić w tym video, to wynik pewnych wniosków, do jakich doszedłem na swojej drodze, po której prowadzi mnie nasz Ojciec. Już wiele lat temu włożył we mnie pewną pustkę, tęsknotę za czymś więcej, czymś głębszym, czymś, co ma treść pochodzącą tylko od Niego. Co roku, gdy zbliżało się obchodzenie Świąt, czułem, że coś jest nie tak; czułem, jakby czegoś brakowało, jakby to nie było to samo, gdy dorastałem. Być może niektórzy z was macie w sobie takie same odczucia. Zaraz podam wam trochę informacji i już z góry uprzedzam, że niektóre będą bardzo szokujące, niektóre będą dla was niewygodne ze względu na wspomnienia, które macie – a wspomnienia te łączą się z waszą naturą i sprawiają, że jesteście tym, kim jesteście. Zatem chcę zachęcić was byście nie bali się prawdy, która z tego wyniknie, gdyż ostatecznie – jak mówi to Biblia – prawda może zrobić tylko jedno – wyzwolić was. Na początek ostrzeżenie – tak między nami rodzicami, gdyż sam mam małe pociechy w domu – niektóre obrazy i informacje, które zamierzam dziś przedstawić, są dość delikatnej natury, więc miejcie to na uwadze, gdy będziemy zaczynać.

Zaczynam zatem. Pierwszą rzeczą, jaką chcę przedstawić to coś, co naprawdę zrewiduje nasze życie, informacje i rzeczy, w które wierzymy. Zaczniemy od informacji z Barna Group – jest to największa chrześcijańska organizacja badania opinii publicznej w Ameryce. Badają oni wszystkie przeróżne rzeczy w chrześcijaństwie, od naszych doktryn, naszych wierzeń, aż po trendy, jakie zachodzą w chrześcijaństwie. W jednym z ich podsumowań pod koniec roku pojawiły się takie oto wnioski: „Problemem stojącym przed kościołem chrześcijańskim nie jest to, że ludziom brakuje jakiegoś pełnego zestawu wierzeń; problemem jest to, że w swoich głowach mają całe mnóstwo takich wierzeń, o których myślą, że zgadzają się one z biblijnym nauczaniem, i nie są oni ani otwarci na to, by dowiedzieć się, że mogą się mylić, ani sami nie pogłębiają swego poznania. Zapewne duchowa weryfikacja nie jest zbyt popularna, bo ludzie boją się, że w jej wyniku musieliby przyjąć inną strategię wzrostu lub bardziej zaangażować się w proces takiego wzrostu. Bez względu na to, jakie są tego przyczyny, wspólną cechą, zarówno u duchowieństwa, jak i laikatu jest ich obojętność wobec weryfikacji – co sami przyznają.”

W skrócie – panie i panowie – mówi to, że my wierzący znaleźliśmy się w takim miejscu, że nie obchodzi nas jaka jest prawda, nie interesuje nas perspektywa Jahwe, Boża perspektywa, którą On ma dla nas. Boimy się nawet spoglądać na te rzeczy, gdyż zdajemy sobie sprawę, że nakreśli to na ziemi linię, a my nie chcemy podejmować tych decyzji, ponieważ chcemy mieć to, co my chcemy; to, w czym nam wygodnie; w tym, jak żyjemy; w komfortowym chrześcijańskim życiu; i w naszych ludzkich tradycjach. Nie wiem jak wy, ale ja ostatecznie chcę zadowolić Jego. Pojawiliśmy się na tym świecie zaledwie z kilku tylko powodów – by na całej ziemi ogłaszać Jego imię oraz upewnić się, że kochamy Go całym sercem, umysłem, duszą, całą mocą, i że robimy to w Jego sposób.

Niektórym z was, gdy będziecie patrzeć na zawarte tu informacje, automatycznie pojawi się, wyskoczy wam w głowie taka myśl, wołająca: „Ale dla mnie to znaczy co innego.” Wiele lat temu i w mojej głowie pojawiały się takie same myśli, jednak Duch Święty w łagodny sposób przekonywał mnie: „Jim, ale to nie ma znaczenia, jakie ty masz do tego podejście. To nie ty jesteś czczony, tylko Ja jestem czczony i liczy się to, co Ja o tym myślę.” Zatem proszę was, pamiętajcie o tym, gdy będziemy przerabiać informacje na tym video, że ostatecznie naszym zadaniem jest przestawić nasze życie ku prawdzie, bez względu na to jak trudna, jak emocjonalna i traumatyczna ona może być, ponieważ na końcu, gdy przejdziemy już pustynię, czeka na nas ziemia obiecana oraz błogosławieństwo, gdy biblijne rzeczy będziemy robić w biblijny sposób.

Przeczytam cytat Jana Kalwina, który powiedział coś takiego: „Czy rzeczywiście wiarą jest to, by nic nie rozumieć i by bez żadnych zastrzeżeń po prostu oddać swoje przekonania kościołowi?” Chcemy rozumieć, dlaczego czynimy rzeczy, które czynimy, dlaczego wierzymy w to, co wierzymy. I jeśli będziemy po prostu ślepo Go wielbić, myśląc, że skoro nasze serca są czyste i szczere, to On będzie musiał przyjąć wszystko, co położymy Mu na ołtarzu. To tak, jakby starożytni Izraelici wzięli świnię i złożyli Mu na ołtarzu nieczyste zwierzę. To tak, jak Kain składający na ołtarzu swoje warzywa, podczas gdy Jahwe, Bóg wymagał, aby to było zwierzę. I nie ma tu znaczenia, co to znaczy dla nas, nieważne jak szczere są nasze serca. A prawdę mówiąc – Biblia mówi, że nasze serca są złe i przewrotne, więc – drodzy państwo – On nie patrzy na nasze serca, dopóki nie jesteśmy Mu posłuszni – czyli nasze serce się nie liczy. Jeśli to serce jest tym, co tylko się liczy, to w ostateczności możemy wszystkich wpuścić do nieba, gdyż, czyż nie jest prawdą, że w każdej znanej ludziom religii są oni szczerzy, a ich serce nastawione jest na uwielbianie Boga całym sercem, umysłem, duszą i siłą? Zatem, moi drodzy, odsuńmy na bok całą teologię, gdyż nie ma znaczenia jak szczerzy jesteśmy i może okazać się, że szczerze się mylimy. Musimy się upewnić, że nasza szczerość pokrywa się z Pismem, ponieważ czyż Pismo nie mówi, że posłuszeństwo jest lepsze niż ofiara? Możemy więc poświęcać sobie wszystkie rzeczy, które chcemy, ale jeśli nie czynimy tego i nie poświęcamy w taki sposób, w jaki On chce, to nic to nie znaczy.

Abraham Lincoln powiedział coś takiego: „Najlepszym sposobem na zniszczenie twego przeciwnika jest uczynić go swoim przyjacielem.” Ostatecznie – panie i panowie – wróg może zrobić tylko trzy rzeczy: ukraść, zabić, oraz zniszczyć prawdę. To właśnie próbuje on zrobić. Zrobił tak w Ogrodzie, mówiąc Adamowi i Ewie, że instrukcje, które Bóg dał Adamowi i Ewie – w języku hebrajskim instrukcje oznaczają Torę; Tora nie znaczy prawo, lecz instrukcje – zatem Bóg dał im jakąś Torę, jakieś instrukcje; więc w Ogrodzie przyszedł do nich wróg i powiedział: „Ee tam… Bóg tak naprawdę nie miał na myśli, że RZECZYWIŚCIE umrzecie, jeśli złamiecie Jego instrukcje.” Celem naszego wroga jest odsunąć nas od naszego dziedzictwa, usunąć nas z Ogrodu, a sposób, w jaki jesteśmy usuwani z Ogrodu odbywa się przez łamanie Jego instrukcji i wybieranie, by robić coś po naszemu. Tak właśnie cały czas czynili Izraelici, odkąd pojawili się w dziejach historii. Stale łamali przymierze i stale byli odsuwani od Boga. A w chwilach upamiętania i Teshuva (czyli powrotu) powracali do przymierza i Bóg błogosławił im tylko wtedy, gdy byli posłuszni, a przeklinał ich, gdy byli nieposłuszni. Moi drodzy i ja w swoim życiu nauczyłem się, że czasem największym przekleństwem może być brak błogosławieństwa. Idźmy więc dalej.

Jednym z moich ulubionych cytatów jest to, co powiedział John F. Kennedy: „Wielkim wrogiem prawdy bardzo często nie jest kłamstwo celowe, zmyślne, nieszczere, lecz ciągłe, przekonywające i nierzeczywiste.” Nawet Hitler ujął to w ten sposób, mówiąc: „Jeśli kłamstwo będziesz mówił wystarczająco długo i wystarczająco głośno, to w końcu ludzie uwierzą, że jest to prawda.” Szatan nie ma innego planu, jak tylko ukraść, zabić i zniszczyć. On chce usunąć słowa z Pisma. Chce, byśmy wierzyli, że możemy robić rzeczy po swojemu. Czyż w ostateczności jego duch nie jest taki? Duch buntu mówi, że możemy robić po swojemu, że możemy czcić Boga tak, jak my chcemy, a jednak na koniec okazuje się, iż odpadamy i zaczyna brakować nam Bożej chwały. Jednak kiedy zaczynamy robić biblijne rzeczy w biblijny sposób, to w tym momencie zaczynamy odziedziczać błogosławieństwo Ojca, które przygotował nam przed założeniem świata.

A więc zaczynamy, bo to był tylko wstęp. Zacznijmy od takiej sprawy… jak myślicie, jakie są cztery najbardziej wpływowe wydarzenia w dziejach biblijnych, w ludzkim wymiarze czasu? No więc, powiem wam. Cztery najważniejsze wydarzenia, jakie mi przychodzą do głowy – zaznaczam, że jest to opinia Jima Staleya na temat najważniejszych wydarzeń – tymi czterema najważniejszymi wydarzeniami według Jima Staleya są: nadanie Przykazań w Ogrodzie Eden; nadanie Przykazań na Górze Synaj (błogosławieństwa i przekleństwa); narodziny Mesjasza; oraz śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie Mesjasza. Jest mnóstwo innych wydarzeń, które miały miejsce w dziejach ludzkości, lecz według mnie te są jednymi z najważniejszych, jakie kiedykolwiek miały miejsce. My skupimy się na dwóch ostatnich wydarzeniach: narodzinach Mesjasza oraz śmierci, pogrzebie i zmartwychwstaniu Mesjasza, gdyż te dwa w drastyczny sposób wpłynęły na przyszłość ludzkości.

Cofnijmy się teraz w czasie cztery tysiące lat i zacznijmy odkrywać, skąd wzięły swój początek niektóre z naszych tradycji. Znajdziemy się w czasach, kiedy żył jeszcze Noe. I czemu nie mielibyśmy zacząć w staroświeckim stylu…

Pewnego razu… Dawno, dawno temu, żył sobie człowiek, który zwał się Nemrod. Nemrod był prawnukiem Noego. W tamtych czasach był on najpopularniejszą osobą na ziemi, prawdę powiedziawszy, był on królem całego, znanego wówczas świata. To on, pośród wielu innych rzeczy, był odpowiedzialny za budowę Wieży Babel i powstanie Niniwy. Poza tym Nemrod, z całą pewnością miał ogromny posłuch wśród ludzi, z którymi przebywał i tak się też złożyło, że posiadał on ogromną siłę. Stworzył on mocne armie i był władcą znanego wówczas świata – wszystko działo się tuż po potopie. Było w nim pełno bałwochwalstwa i pożądliwości, pijaństwa i buntowniczości wobec Boga. Posiadał fenomenalną zdolność w oszukiwaniu ludzi. Podejrzewam, że był takim pierwowzorem polityka sprzed czterech tysięcy lat. Nemrod ożenił się z kobietą o imieniu Semiramida. Nemrod i Semiramida byli królem i królową tamtejszego świata. Stało się, że Nemrod umarł i został ubóstwiony. Był pierwszą osobą na ziemi, która została zdeifikowana. Uczyniono z niego boga-słońce, co później przemieniło się w Baala. Słowo Baal w waszych Bibliach można wywieść od Nemroda. Więc całkiem interesującą rzeczą w tej historii jest to, że kiedy widzimy Baala i Astarte, to możemy ich odszukać w Nemrodzie i Semiramidzie. Więc Baal, jako bóg Słońce rządzi teraz wszechświatem i jakoś tak się cudownie dzieje – mówią o tym legendy babilońskie – że Semiramida zostaje zapłodniona promieniem słońca jej zmarłego męża Nemroda, w wyniku czego rodzi się maleńki chłopczyk, zwący się Tammuz. W dalszej części historii Tammuz rośnie i staje się dojrzałym mężczyzną. Ostatecznie Tammuz poślubia swoją matkę i mają między sobą wielce erotyczną więź. Ten chłopiec Tammuz wraz ze swoją matką Semiramidą są źródłem historii Amora – Amora z Dnia Zakochanych. Tak oto Dzień Zakochanych wziął swój początek od Tammuza, który miał bardzo niebiblijną relację ze swoją matką.

Wracamy do Tammuza. Przez 40 lat Tammuz był wielkim myśliwym i zajął miejsce swego ojca w rządzeniu światem. Miał olbrzymią władzę, ale przede wszystkim był on niewiarygodnym myśliwym. Jednakże któregoś dnia, w swoim 40 roku jego dar i zdolności łowieckie opuściły go i został zabity przez dzika. W którymś momencie zdarzyło się także, że i Semiramida umarła i została wysłana do nieba. Lecz widocznie jej zmarły mąż Baal nie był gotowy na jej przyjęcie, bo odesłał ją na ziemię pod postacią olbrzymiego jaja, które wylądowało na rzece Eufrat. Pierwszą rzeczą, którą uczyniła ona po wydostaniu się z tego jaja, to zamieniła ptaka w królika znoszącego jaja. Tak, tak – choć to wariacko brzmi, to stąd mamy naszego króliczka znoszącego jajka; naszego wielkanocnego królika lub zająca. Zanim pójdziemy dalej, ktoś może spytać: „Jajo? Toż to brzmi jak bajka!” Cóż, jest to babilońska legenda i musimy zrozumieć wschodnie myślenie z tamtych czasów. Pośród mnóstwa bóstw, jaja były wielkim symbolem płodności. Wierzyli oni nawet, że Ziemia narodziła się z olbrzymiego jaja, więc wielu badaczy nie dziwi się, że Semiramida mogła powrócić w postaci wielkiego jaja. Tamtym ludziom na ziemi natychmiast mówiło to, że jest to od boga, że to bogini, że to bóstwo, gdyż występowało tam jajo płodności. A więc mamy teraz sytuację, w której widzimy podobieństwa pomiędzy wielkanocnymi świętami, tradycjami z tym związanymi oraz wszystkimi tymi tradycjami datującymi się dwa, trzy i cztery tysiące lat wstecz. Ujmując to w proste słowa, odkrywamy tu, że wielkanocny króliczek pochodzi z tego czasu, w którym Semiramida wydostała się z jaja. Zobaczmy czy w naszych poszukiwaniach uda nam się znaleźć inne tradycje.

Każdej wiosny, w pierwszą niedzielę po równonocy wiosennej odprawiali coś, co nazywało się Niedziela Isztar. O wschodzie słońca odprawiano specjalną ceremonię. Niestety tę część legendy trudno potwierdzić, gdyż istnieje mnóstwo jej wersji. Sami możecie zdecydować, czy ta część legendy będzie dla was wiarygodna, czy też nie. Jednakże dość interesujące jest to, jak pewna część tej legendy w dziwny sposób wiąże się z malowaniem jajek. Ta część legendy mówi o tym, że podczas ceremonii wschodzącego słońca kapłan Isztar zapładniał na ołtarzu młodziutkie dziewice, a także, w trakcie tej samej porannej ceremonii brali trzymiesięczne niemowlęta i poświęcali je na ołtarzu Isztar. Następnie brali jajka Isztar i maczali te jajka we krwi tych maleńkich niemowląt. To stąd biorą się praktyki nabożeństw o wschodzie słońca i prawdopodobnie stąd też bierze się praktyka malowania wielkanocnych jajek na czerwono. Nawet w Białym Domu oficjalnym kolorem wielkanocnego jaja jest krwista czerwień.

A teraz wracamy znowu do Tammuza. Tammuz zostaje zabity przez dzika, więc corocznie na pamiątkę czczono jego śmierć oraz deifikację, gdyż Tammuz stał się synem boga, synem swego ojca. Przed świętem ustanowiono czterdzieści dni, podczas których poszczono, modlono się, a w niedzielę Isztar – niedzielę Wielkanocy wyprawiano huczne święto, podczas którego celebrowano śmierć i zmartwychwstanie Tammuza. I spróbujcie zgadnąć, co też jedli na obiad w niedzielę? Tak, macie rację – świąteczną wielkanocną szynkę. Ku pamięci Tammuza zabijano dziki, gdyż od dzika on zginął. I tak, czterdzieści dni przed świętami wielkanocnymi zwiemy Postem, a raczej katolicy nazwali to Postem, i te czterdzieści dni, moi przyjaciele, wcale nie wywodzi się od czterdziestu dni Jezusa na pustyni. Te czterdzieści dni istniało już na świecie od tysiącleci, zanim nawet pojawił się Jezus. Post wywodzi się od czterdziestu dni poszczenia i modlenia się za Tammuza przed świętami wielkanocnymi. Czterdzieści dni postu i modlitwy Jezusa – ja wolę nazywać Go Jego hebrajskim imieniem Jaszua, co oznacza „zbawienie” – post i modlitwa Jaszua na pustyni jest tylko zbiegiem okoliczności. Dlaczego? Ponieważ to Ojciec ma prawdę, a przeciwnik był kiedyś Jego prawą ręką, zna proroctwa, więc dokładnie wiedział jak wszystko będzie się układać i dlatego stworzył te wszystkie ludzkie tradycje i legendy – obojętnie czy są prawdziwe, czy nie – wymyślił je po to, by wykrzywić nasze patrzenie i naszą zdolność do rozróżnienia tego, że kiedy przyjdzie prawda, to jej nie rozpoznamy. Stworzył oszustwo, a my go przyjęliśmy i połknęliśmy.

Zaczynamy teraz dostrzegać niektóre z tych tradycji. Odkryliśmy, skąd wywodzi się Wielki Post. Odkryliśmy, skąd wzięła się świąteczna szynka. Wiemy, skąd wzięły się nabożeństwa o wschodzie słońca. Odkryliśmy nawet, dlaczego wybieramy pierwszą niedzielę po równonocy wiosennej – to nie myśmy ją wybrali, ona zawsze tam była, odkąd czczono Isztar. To, co jest ciekawego w Isztar i Baalu albo Semiramidzie i Baalu, to ich imiona. Wszędzie odnajdujemy te imiona, w hieroglifach egipskich, w hieroglifach fenickich, na wielu różnych artefaktach z całego świata. I chcę wam podać kilka alternatyw tych imion, jakie były znane w tamtych kulturach. Niektóre z nich od razu rozpoznacie. Na początek w Egipcie znani byli jako Izyda i Ozyrys. Wśród Fenicjan jako Astarte i Baal – ta sama Aszera i Baal, których znamy z Biblii. W Grecji byli to Afrodyta i Adonis (albo Eros – i to od niego wywodzi się słowo „erotyka”). A w Rzymie zwano ich Wenus i Kupidyn/Amorek (tak – to od niego pochodzi Święto Zakochanych). Nawet na Dalekim Wschodzie – posłuchajcie tego, bo to niesamowite – Kupidyn/Amorek zwany był Zoroaster. Słowo Zoroaster składa się z dwóch wyrazów: Zoro, które oznacza „nasienie” i Astera, czyli „Isztar”. Tak więc na Dalekim Wschodzie Amorek oznacza po prostu „nasienie Isztar” lub „nasienie swojej matki”. Wziąłem to z archiwów książek – luty 1994, wolumin 2, numer 2. Odkryliśmy Wielkanoc, wielkanocne jajka, wielkanocną szynkę, post, Amorka, Dzień Zakochanych, niedzielę wielkanocną, nabożeństwa o wschodzie słońca i inne. Teraz zwrócimy się do Pisma, gdzie chcę wam pokazać niektóre nawiązania do tych imion, gdyż czytaliście je tam, gdzie w zadziwiający sposób widać, jak Jahwe, Bóg cały czas stara się przemawiać do Izraelitów, ostrzegając ich, by stali z dala od Aszery i Baala. Przeczytajmy sobie – Księga Sędziów 2:13 – Odstąpili od Jahwe i służyli Baalom i Aszerom. 1 Samuelowa 4:7 – Zatem synowie Izraela usunęli Baalów i Astarty oraz służyli jedynie samemu Jahwe. I na koniec, Rzymian 11:4 – Ale co mu mówi Boska wypowiedź: Zostawiłem sobie siedem tysięcy mężów, którzy nie zgięli kolana dla Baala. W dalszej części programu dowiemy się czym były te obrazy Baala – i będzie to wielce interesujące.

Podejrzewam, że waszych głowach pojawiły się już myśli, o których was ostrzegałem, że będą się wam wkradać, typu: „Ale dla mnie to znaczy co innego. Świętuję narodziny Jezusa i całą uwagę skupiam na Jezusie, a obchodząc Jego zmartwychwstanie, chcę się skupić tylko na Nim.” No cóż, może twoje serce rzeczywiście pragnie skupiać się na Nim i z całą pewnością to robisz, prawdą jednakże jest to, że nie ma znaczenia, jak bardzo się skupiamy na Nim, jak szczere i jak czyste są nasze serca, liczy się to czy oddajemy Mu cześć w taki sposób, w jaki On od nas tego wymaga i czy w tym, co robimy, nie ma czegoś, co Go obraża. Nieco później będziemy czytać fragmenty z Pisma i zobaczymy czy nie ma tam jakichś fragmentów mówiących o Świętach Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania, i czy są tam jakieś wskazówki pozwalające nam czcić Boga, w jakikolwiek sposób nam się podoba. A w międzyczasie, proszę, bądźcie otwarci, gdy będziemy przedstawiać dalszy ciąg tej historii, w której pewne symbole będą dla was bardzo szokujące i z której dowiecie się, jak przemieszczały się one w dziejach historii, by dziś znaleźć się w naszych chrześcijańskich kościołach.

Zobaczymy wiele symboli odkrywanych przez archeologię i historię, które wiążą się z chrześcijaństwem w Świętach Bożego Narodzenia i Wielkanocy, kultem boga Słońca i współczesnymi praktykami pogańskimi. Zaczniemy od tych najbardziej oczywistych, od tych najważniejszych, a są nimi Tammuz i jego matka Semiramida. Jeśli spojrzycie na ekran, to zobaczycie Izydę i Ozyrysa lub też Isztar i Tammuza. Ktoś mógłby zaoponować: „Chwila, ja obchodzę Wielkanoc, po angielsku Easter… a ty mówisz o Isztar.” Easter to tak naprawdę zanglizowane słowo Isztar. Innymi słowy, jeśli w języku angielskim mówimy Isztar, to wymawiamy go jak Easter. Tak właśnie wygląda etymologia tego słowa. Chciałbym, abyście przyjrzeli się jej głowie, jest tam księżyc, a w samym środku księżyca znajduje się słońce. Tak więc symbolem potęgi Izydy lub Isztar był księżyc zawierający w sobie słońce, którym był jej zmarły mąż Baal – bóg Słońce. Widzicie także dziecko znajdujące się przy jej piersi. Isztar znana była jako bogini Wschodu, bogini płodności Wschodu z nagą piersią, albo była wschodem słońca – to dlatego w dniu Wielkanocy odprawiali ceremonie o wschodzie słońca. Z drugiej strony, jej mąż był bogiem Zachodu, zachodzącym słońcem. Tak więc mamy boginię, żonę, Isztar – czyli wschodzące słońce, oraz mamy jej męża, który jest bogiem Zachodu – zachodzącego słońca. Pokrywało to cały długi dzień, w którym nad ziemią panował pogański bóg Słońce. Teraz przejdziemy do pozostałych symboli, które dziś rozpatrujemy. Na ekranie widzicie pogańską rzeźbę słonecznego bóstwa Baal-Hadad, przedstawionego jako dysk na tle księżyca. W centrum ekranu widać połowę dysku księżyca, wewnątrz którego umiejscowione jest słońce. Jest to bóg Słońce, tak samo, jak fragment księżyca, który je otacza. Tak jak widzicie, głównym symbolem boga Słońce był rąbek księżyca ze słońcem na jego wierzchu, albo w centrum tego księżyca. Przejdziemy teraz do czegoś, co jest nieco kontrowersyjne, lecz historycznie bardzo prawdziwe. Katolicka eucharystia to w zasadzie słońce, które znajduje się wewnątrz rąbka księżyca. Pokażemy wam zdjęcia prawdziwych krążków eucharystii w różnych ujęciach i zobaczycie sami, że nie tylko są one podobne, ale wręcz identyczne. To właśnie stamtąd zaczerpnęli ten symbol. Widać tutaj charakterystyczny obiekt, w którym znajduje się eucharystia. Znalazłem to w Internecie i znajdował się tam taki cytat. Ja opuściłem ten kościół z oczywistych względów, ale tak brzmiała ich reklama związana z którymś tam piątkiem. „Adoracja Eucharystyczna odprawiana jest w każdy pierwszy piątek miesiąca, w celu uczczenia i modlitwy do Błogosławionego Sakramentu.” Nie wiem jak u was, ale moja Biblia mówi, by modlić się do Ojca, naszego Ojca. Jaszua, czyli Jezus powiedział, by modlić się do Ojca. Nic nie mówił, że mamy się modlić do nieożywionych przedmiotów, bez względu na to czy Go reprezentują, czy nie. Spójrzcie teraz uważnie na prawą część, widzicie tam księżyc, sierp księżyca podtrzymujący to słońce, albo kawałek okrągłego chleba. Tutaj widać zbliżenie. Sierp księżyca jako kołyska dla słońca ukształtowały monstrancję kościoła rzymsko-katolickiego. Widać tam nawet rozchodzące się z niego promienie słoneczne – nawet tego nie próbowali ukryć. Dlaczego tego nie ukryli? Ponieważ jest to tysiące lat stare, wywodzi się to z pogaństwa, z kultu boga Słońca, gdzie było to symbolem Baala i jego żony Isztar. A tutaj mamy kij zakończony szyszką sosny. Jest to kolejny symbol pogaństwa, łączący się z bogiem Słońce i wywodzący się z Egiptu, od Ozyrysa. Przypomina trochę widły i widzicie, że w centrum znajduje się sosnowa szyszka. Dlaczego wybrali oni szyszkę sosny? Ponieważ symbolizuje ona płodność. Pochodzi z drzewa sosnowego, które jest zielone przez cały rok. Tak więc, gdy wszystko wymierało na zimę, drzewo sosny stało się symbolem nowej nadziei, życia i płodności. Nawet w Meksyku odnajdujemy meksykańskich bogów trzymających w jednej ręce sosnową szyszkę, a w drugiej drzewko sosny. Co jest interesujące, to największą na świecie strukturę w kształcie szyszki możemy znaleźć na dziedzińcu szyszki w samym Watykanie. Pozwólcie, że zadam wam pytanie: dlaczego sosnowa szyszka znajduje się na dziedzińcu szyszki w Watykanie? Jak to się dzieje, że szyszka ta znajduje się na kiju pasterskim samego Papieża? Dlatego że kij ten wywodzi się ze starożytnego kultu boga Słońca, gdzie reprezentował władzę i autorytet bogów. Tutaj mamy zbliżenie samego kija, w którym umieszczona jest sosnowa szyszka.

Przejdźmy teraz do innego symbolu – a symbolem tym jest trójząb. Trójząb to widły diabła i w rzeczywistości jest to symbol Szatana, rogów Szatana. Takie coś to satanistyczny i pogański gest, zwany trójząb lub widły. Archeologia odnajduje go wszędzie, na tych miejscach, gdzie istniał kiedyś kult boga słońca. Gdzie był kult słońca, tam był trójząb. Odnajdywany jest w starożytnym Babilonie, gdzie umieszczano go w rękach wszystkich pogańskich bóstw słońca. Wszyscy pogańscy bogowie i faraonowie mieli coś na kształt trójzębnego kija, dzięki któremu łączyli się oni z władzą i autorytetem bogów. Oczywiście najsłynniejszym jest trójząb Neptuna – zwiemy go widłami diabła i rzeczywiście od niego to pochodzi. To nie jest tylko jakiś tam malunek, który ktoś wykonał. Wiąże się z nim historia, mówiąca skąd to wszystko pochodzi. W tym samym czasie odnajdziemy inny symbol, chyba nawet ważniejszy – w rzeczy samej, odkryjemy w nim dwa symbole. Tutaj mamy statuetkę pogańskiego Jupitera, która została przemianowana na „św. Piotra”, który trzyma – zgadnijcie co? – symbol trójzębu. Symbol ten to satanistyczny symbol oznaczający władzę bogów słońca. Widać tu także inny symbol – halo. Przyjrzyjcie się uważnie: to nie jest halo, tylko tarcza słoneczna, którą umieszczali za bóstwami lub jak wolicie, za świętymi. Zatem to nie halo, tylko tarcza słoneczna, oznaczająca władzę boga słońca. Oni w Watykanie nazwali to św. Piotrem, choć historia uczy nas, że jest to bóg Jupiter, bądź Jowisz. Dostrzegamy także, że to, co ponoć ma być dzieciątkiem Jezus, jest niczym innym jak dzieciątkiem Tammuz. A skąd wiemy, że nie jest to Jezus – bo wszędzie dookoła widać symbole trójzębu. Widzicie symbol trójzębu trzymany w rączce dzieciątka Jezus, a w tym samym czasie z głowy posągu wychodzi ten sam symbol. Widać tutaj trzy trójzęby, dwa wychodzące po bokach głowy i jeden znajdujący się na szczycie głowy. Drodzy państwo, to nie jest Jezus, to Tammuz, pogański bóg słońca z historii Baala, Nemroda, Semiramidy, kończący się we współczesnych czasach na Amorku, w Dniu Zakochanych.

Przejdźmy teraz do zupełnie innego symbolu. Widzimy tutaj skrzydlatego węża strzegącego tronu króla Tuta. Zobaczycie, że tym skrzydlatym wężem w rzeczywistości jest smok. W całej kulturze i historii widzimy smoka wpisanego w starożytne egipskie hieroglify. Na całym świecie odnajdujemy tego skrzydlatego smoka, jednak jest to zupełnie odrębny temat. A Pismo mówi nam, że w rzeczywistości smok wiąże się z samym Szatanem, Lucyferem, upadłym aniołem światłości, o którym napisano, że w Ogrodzie Eden był przebiegły i zwodniczy, który ze swoich ust zawsze tchnął ogniem śmierci, który zawsze szukał sposobu, by zniszczyć Bożych ludzi. Zatem chciałbym, abyście zobaczyli jak wąż, który w Piśmie jest zawsze łączony z demoniczną działalnością lub samym Szatanem, pojawia się w religijnej terminologii, a także na artefaktach.

Tutaj oto smok Majów, bóg słońce Quetzalcoatl (wym. kecalkoatl) pokazany jest, jak wychodzi z ust skrzydlatego smoka. Tak więc bóg słońca Majów wychodzi z ust skrzydlatego smoka. A tutaj mamy skrzydlatego węża, jak przenosi dusze zmarłych do nieba i jeśli się dobrze przyjrzycie, to dusze zmarłych znajdują się na grzbiecie tego skrzydlatego węża, co było interpretowane w ten sposób, że ten skrzydlaty wąż udaje się do nieba i zabiera ze sobą ludzi. Chciałbym zasugerować, że tym miejscem dokąd się udaje, nie jest wcale niebo.

A tutaj mamy skrzydlatego węża, którego przez tysiące lat widywaliśmy w pogaństwie, jak znajduje się na drzwiach katedry św. Marii w San Francisco, w Kalifornii. Nasuwa mi się pytanie: Cóż to się dzieje, że wąż, skrzydlaty wąż znajduje się na jakichkolwiek religijnych artefaktach albo budynkach, które ponoć związane są ze służeniem Jezusowi Chrystusowi, Jaszua, Mesjaszowi, który jest naszym Panem i Zbawicielem?

Tutaj jest skrzydlaty smok na wielkim papieskim herbie, znajdującym się w Muzeum Watykańskim. Dlaczego na papieskim herbie z muzeum watykańskiego znajduje się skrzydlaty smok, ten sam smok, który widujemy w pogaństwie? Następnie ten skrzydlaty smok łączy się lub ewoluuje w coś, co zwie się pastorał lub pastorał węża. Przyjrzyjcie się uważnie zakrzywionemu augurowi bądź pastorałowi węża, który król Tut (Tutenchamon) trzyma w ręce. Został wymyślony do ochrony bogów lub też do ochrony przywódców. Faraonowie ze starożytnego Egiptu wierzyli, że skrzydlaty wąż będzie ich ochraniał, więc robili sobie laski, pastorały z tym skrzydlatym wężem, a nawet byli chowani w grobach z tym skrzydlatym wężem, ponieważ mówiono, że po śmierci będzie się nimi opiekował i da im moc.

Tutaj widzimy grecką boginię Atenę, pokazaną jak trzyma laskę węża w swojej prawej dłoni, co było symbolem władzy i autorytetu. Tutaj król z Mezopotamii z zakrzywioną laską, która przedstawia laskę węża. Tutaj rzymskokatolicki pastorał biskupów i innych przedstawicieli kościelnych. Sami możecie to zobaczyć, przyjrzyjcie się dokładnie, widać tam skrzydlatego węża wtopionego w to zakrzywienie laski biskupiej i innych wysokich przedstawicieli kościoła. I znowu moje pytanie brzmi: dlaczego znajduje się tam skrzydlaty wąż, dokładnie taki sam, którego odnajdujemy w pogańskim kulcie boga słońca sprzed dwóch, trzech, czterech tysięcy lat? Odnajdujemy go w egipskiej kulturze, gdzie ten skrzydlaty wąż znany jest jako Ha Szatan lub szatan. Tutaj kolejny obraz pastorału z wężem, katolickiego biskupa oraz innych wysokich oficjeli. I znowu, kolejne przedstawienie pastorału, które rzeczywiście zakończone jest głową węża. Oto rzymskokatolicki pastorał z wężem, pochodzący z Włoch. Widzicie, że znowu jest to smok. Jest to laska zakończona prawdziwą głową smoka. Tutaj kolejne zdjęcie z muzeum katolickiego biskupa, księdza, z widoczną w jego ręku laską. Tutaj, po waszej prawej stronie widzimy jedno z najbardziej niezwykłych zdjęć pastorału-laski. Przyjrzyjcie się uważnie. Jest to król, a z głowy króla wystaje fragment węża, głowa węża, która wije się, aż kończy się faktyczną głową węża, a to, co wychodzi z paszczy węża, to ogień węża. Nie wiem jak wy, drodzy państwo, ale z korony mojego Króla z pewnością nie wychodzi demoniczny wąż, który zwiódł Adama i Ewę. Ale widzimy go praktycznie na każdym rzymskokatolickim pastorale, na egipskiej lasce i dół całej historii.

Teraz przejdziemy do kolejnego symbolu przewijającego się przez całe pogaństwo – jest nim tarcza słoneczna albo dysk słoneczny. Te promienie słoneczne, które widzimy wokół halo… do czego za chwilę przejdziemy… widzimy przedstawiane jako tarcza słoneczna; potwierdza nam to archeologia. Tutaj oto mamy starożytny, babiloński ołtarz, poświęcony babilońskiemu bogu słońca, Baalowi, którego głównym symbolem jest ośmioramienna gwiazda, którą można przedstawić jako dwie czteroramienne gwiazdy, nałożone jedna na drugą, tworzące w ten sposób promieniste słońce. To samo promieniste słońce możemy spotkać w buddyjskiej świątyni w Tajlandii. Tutaj jest klasztor św. Ignacego, gdzie takie promieniste słońce przedstawione jest na kafelkach w podłodze. Widzicie, że zaczyna się od małych elementów i to ośmioramienne słońce staje się coraz większe i większe, i większe, i aż chciałoby się rzec: czyż nie jest to przepiękny obraz? Nie, nie jest. Powodem, dla którego wybrano tę tarczę słoneczną lub ten charakterystyczny wzór, jest to, że wiąże się on z pogańskim kultem boga słońca i właśnie takie coś znajdowało się na płytkach w każdej pogańskiej świątyni poświęconej słońcu. Widać to nawet i dziś.

Tutaj mamy twarz dziecka, którym oczywiście jest Tammuz, pośród symbolu płodności, wewnątrz promieni słonecznych, na katolickim ołtarzu. Dokładnie ten sam symbol pokazany jest na twarzy babilońskiego boga słońca na mównicy katolickiego kościoła w Skandynawii. Pokazałem wam, że symbol ten wywodzi się z pogaństwa. No dobrze, to chyba jest najbardziej fascynujące zdjęcie, jakie mam. Powiększyłem sobie Watykan przy pomocy Google Earth i zatrzymałem się kilka kilometrów nad ziemią. Spójrzcie, co odkryliśmy. Jest to największa tarcza słoneczna na ziemi. Jest to plac św. Piotra w Watykanie, w Rzymie, i moi drodzy, spójrzcie, wcale tego nie wymyślam, jest tutaj osiem promieni, dokładna liczba promieni, jaką odnajdujemy na starożytnych tarczach słonecznych. Tutaj widać środek, przybliżymy obraz na ten środek, bo chcę wam pokazać, co znajduje się w jego środku. Chciałbym zadać wam pytanie: po co malować te linie, jeśli nie byłaby to tarcza słoneczna? Te artefakty, ten budynek, zostały zbudowane, by być starożytnym symbolem tarczy słonecznej, i dziś, w nowoczesnych czasach, wiemy o tym, że łączą się one ze starożytnym kultem boga słońca. Dysk słoneczny na tle głowy rzymskokatolickiej rzeźby z katedry Westminster w Londynie. Skąd wzięli oni pomysł na umieszczanie tarczy słonecznej za głowami ich świętych? Ano stąd, że takie coś znajdowane było wokół głowy Jupitera i wszystkich innych bogów słońca i dlatego stało się oficjalnym wzorem monstrancji kościoła katolickiego. To halo, to wcale nie halo, tylko dysk słoneczny, który zapożyczyli z pogaństwa. Tutaj, za głową Kriszny widzimy kolejną tarczę słoneczną. Przedstawiam to, by pokazać wam, że to nie dzieje się tylko w katolicyzmie; że tarcza słoneczna wyprzedza katolicyzm o setki, a nawet tysiące lat. Została ona zapożyczona. Widzimy ją na witrażach okiennych, gdzie przedstawiani są katoliccy święci, widzimy ją nawet u Marii. Jeśli się uważnie przyjrzycie, mamy tu święte serce. Nawet to święte serce – i nie mam czasu w to wchodzić – nawet to święte serce wywodzi się z pogaństwa; i dokładnie ten sam symbol tarczy słonecznej za świętym sercem ma wszystko wspólne z Baalem i Tammuzem, bogami słońca. Jest to widoczne w całym kościele katolickim, a nawet w innych pogańskich religiach na całym świecie. A gdzie dziś jeszcze znajdujemy tę ośmioramienną gwiazdę, tę tarczę słoneczną, ten dysk słońca? Nigdzie indziej jak na wierzchołkach naszych świątecznych choinek.

Zdaję sobie sprawę, że wszystkich nas uczono, że gwiazda na choince reprezentuje gwiazdę betlejemską, która prowadziła mędrców, chcących pokłonić się narodzonemu Jezusowi. Na nasze nieszczęście gwiazda starożytnego pogańskiego boga słońca wyprzedza gwiazdę z choinki, gwiazdę betlejemską o ponad tysiąc lat. Brali to promieniste słońce i łączyli z czymś, o czym zaraz się dowiecie – łączyli z Drzewem Nemroda – i to właśnie stąd bierze się bożonarodzeniowa choinka oraz gwiazda, którą zakładamy na jej szczycie. Gdy się dobrze przyjrzycie, to zobaczycie ogromne znaczenie i podobieństwo pomiędzy promienistym słońcem a gwiazdą, którą dziś zakładamy. Tutaj mamy dysk słoneczny, dumnie zakładany na choince w centrum handlowym. Mówiąc prawdę, ta nawet nie ukrywa faktu, że nie jest gwiazdą, patrzymy po prostu na słońce. Nawet ta ośmioramienna gwiazda, którą każdy widzi na oficjalnej choince Białego Domu, jest tą samą ośmioramienną gwiazdą, którą odnajdujemy tysiące lat wcześniej w archeologii, powiązaną z pogańskim kultem słońca. Podam wam niesamowity cytat, który odkryłem podczas swoich badań, starając się znaleźć połączenie pomiędzy Isztar i ośmioramienną gwiazdą. W Uruk, w starożytnym sumerskim mieście na południu Iraku, odkryto tablice mające trzy tysiące lat, na których napisane jest, że niebiańską tożsamością Isztar była właśnie ta ośmioramienna gwiazda. Możecie sami sobie to wszystko wyszukać. Drodzy państwo, zdumiewa mnie, że przyjmujemy te wszystkie nasze tradycje, o których myślimy, że stworzyliśmy je całkiem niedawno, a jednak każdą z nich możemy wyśledzić wstecz do kogoś innego, kogoś, kto nie lubił naszego Boga, kogoś, kto Go nienawidził. Wróg stworzył fałszywego boga, a ludzie przygarnęli te wszystkie tradycje. Więc mamy teraz, że czcimy Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba w taki sam sposób, jak starożytni czcili swoich bogów. Pytanie za milion dolarów, na które musimy sobie odpowiedzieć przed końcem tego nauczania: Czy możemy czcić Boga w ten sam sposób, w jaki robili to poganie? Obiecuję wam, że odpowiemy sobie na to pytanie.

Słowo obelisk literalnie oznacza „trzon Baala” lub „organ reprodukcyjny Baala”. Praktycznie zawsze umiejscowiony jest w środku koła, tarczy słonecznej, które reprezentują żeński organ płciowy i razem tworzą fizyczny akt płciowy. To dlatego tarcza słoneczna i obelisk idą razem w tandemie. To dlatego na placu św. Piotra w Watykanie znajduje się tarcza słońca, a w samym jego środku stoi obelisk. Jest to skonsumowanie aktu seksualnego pomiędzy bogiem słońcem i jego żoną Semiramidą lub Isztar – lub jak wymawiamy to w języku angielskim Easter. Widzicie jak tych dwoje współgra ze sobą. Zanim pójdziemy dalej i będziemy mówić o obelisku, to chcę się podzielić historią z Egiptu, która mówi, skąd wziął się obelisk. Musimy cofnąć się do starożytnego egipskiego boga Ozyrysa i jego żony Izydy. Widzicie, bóg słońca Ra miał piątkę dzieci, ale my na razie skupimy się tylko na trójce z nich. Są to Ozyrys, Izyda i brat Set. Doszło do tego, że Ozyrys poślubił swoją siostrę Izydę, a jego brat Set był zazdrosnym bratem. Dlaczego? Ponieważ Ozyrys przejmuje tron Egiptu i staje się bogiem faraonów Egiptu. Set jest bardzo zazdrosnym bratem i chce zabić Ozyrysa. Wymyśla więc niesamowity plan – organizuje przyjęcie, na które przynosi piękny sarkofag. Sarkofag to ma takie same wymiary co jego brat Ozyrys. W jakiś sposób udało mu się zdobyć wymiary ramion, głowy, wysokość i szerokość Ozyrysa. Każdy spoglądał na ten przepiękny sarkofag i każdy chciał go mieć. Ułożył więc chytry plan i postanowił, że podaruje ten sarkofag temu, kto się w nim położy i będzie na niego pasować. Możecie sobie wyobrazić, że Ozyrys położył się w tym sarkofagu i idealnie do niego pasowało, więc w tym momencie Set wraz ze swymi sługami szybko nałożyli górne wieko i przybili je gwoździami, po czym wrzucili to pudło do jednej z egipskich rzek, gdzie Ozyrys zmarł. Oczywiście nie spodobało się to jego żonie Izydzie, która przejęła tron i postanowiła dowiedzieć się, gdzie na Nilu przebywa jej zmarły mąż. Odnalazła go i chciał sprawić mu odpowiedni pochówek. Set dowiedział się o tym i przeszkodził jej w powrocie do Egiptu, zabierając bez jej wiedzy ciało jej męża. Pociął je na czternaście kawałków i poukrywał je w różnych miastach Egiptu, z wyjątkiem jednego fragmentu. Członka męskiego, organu reprodukcyjnego Ozyrysa, który wrzucił do Nilu, a który – według legendy – został zjedzony przez ryby. I to był ten jedyny organ, którego ona nie mogła znaleźć. Znalazła wszystkie pozostałe części jego ciała, z wyjątkiem tego jednego. Dlaczego jest to takie istotne? Ponieważ w starożytnych kulturach, o czym wiecie na przykład z historii Koryntu – w samym Koryncie żyło tysiące męskich i żeńskich prostytutek – że wszeteczeństwo, homoseksualizm i tym podobne były rozpowszechnione w starożytnych kulturach. A płodność znajdowała się na szczycie ich listy. Swoboda seksualna była dużo gorsza niż ma to dziś miejsce – jeśli to w ogóle można sobie wyobrazić. Więc to było dla niej naprawdę bardzo ważne, by znaleźć ten organ reprodukcyjny męża, który reprezentował władzę, siłę, płodność, przekazywanie genów i królewskiej krwi następnym pokoleniom.

Skoro nie mogła ona znaleźć tego męskiego organu jej zmarłego męża, postanowiła więc wznieść w Egipcie pamiątkowy słup w formie betonowego lub kamiennego obelisku, który stałby na pamiątkę jego władzy. Wiemy z tamtych źródeł, że wierzyli oni, iż w obelisku żył starożytny bóg słońce. Te same źródła podają, że wierzyli oni także, że w obelisku mieszkał bóg słońce, więc zaczęli je ustawiać po całym świecie – odkąd ona zaczęła to robić ku pamięci swojego zmarłego męża – by wszyscy wiedzieli, że w danym mieście znajduje się jego obecność. W taki sposób zaczęły się one pojawiać po całym starożytnym świecie. W hebrajskiej Biblii widzimy, że słowem na słup lub bożka jest ‘chamman’, które literalnie oznacza „bożek słońca” lub „słup słońca”. U Izajasza 27:9 użyte jest w taki sposób: „Dlatego tylko tak będzie zmazana wina Jakuba i wzejdzie cały owoc usunięcia jego grzechu, że obróci wszystkie kamienie ołtarza w pokruszone wapienie, by już więcej nie było gajów oraz posągów słońca.” To określenie ‘posągów słońca’ to właśnie chamman, a to słowo chamman mówi o obelisku. Obrazy lub kolumny, które stawiali oni w swoich gajach, określa inne hebrajskie słowo ‘mizbeach’, oznaczające ołtarze, bożki, słupy. To o postawionym obelisku oni mówią. II Mojż. 34:13 „Ale zburzycie ich ołtarze, skruszycie ich posągi i wyrąbiecie ich Astarty.” III Mojż. 26:1 „Nie róbcie sobie bałwanów ani litych bożków, nie stawiajcie sobie posągów, ani nie kładźcie rytych kamieni na waszej ziemi – mowa tu o obelisku – by się przed nimi korzyć; gdyż Ja jestem JAHWE, wasz Bóg.” V Mojż. 7:5 „Lecz tak z nimi postępujcie: Zburzcie ich ofiarnice, pokruszcie ich posągi, wyrąbcie ich święte gaje, a ich ryte obrazy spalcie ogniem.” I możecie się przekonać, że w Biblii jest całkiem sporo wersetów mówiących o słupach i obeliskach, które poustawiali w swojej ziemi (Deu 12:3; 1Ki 14:23; 2Ki 3:2; 2Ki 10:26-27; 2Ch 14:3; 2Ch 31:1; jer 43:13; Mic 5:13). Wielki Bóg, Bóg Abrahama, Izaaka, Jakuba – Jahwe – stale walczył nie z drobnymi bożkami, lecz walczył z ich głównym bogiem, którym był Baal, bóg słońce. Stale wspominał Baala i Aszerę, a także boga słońce wschodu i boga słońce zachodu.

Mamy tutaj kilka zdjęć, przetoczymy się przez cały świat i pokażemy wam zdjęcia takich obelisków w ich czystej formie. Na niektórych z nich, jak na przykład tym z Turcji, wciąż widoczne są starożytne hieroglify i obrazki z tamtych języków. Oto Igła Kleopatry. Igła Kleopatry to nie tylko jakiś ciekawy symbol; ten został postawiony tam i w Londynie jako pamiątka dla boga słońca. To jest najstarszy obelisk w Szkocji. To najstarszy obelisk w Szwajcarii. W Niemczech. W Paryżu, we Francji. Ten tutaj pokryty jest egipskimi hieroglifami, które wszystkie mówią o czci dla boga słońca. A co z Mekką? Panie i panowie, przeraziło mnie to na śmierć, gdy odkryłem, że w Islamie, jednym z ich największych bożków jest obelisk, znajdujący się w samym centrum śródmieścia Mekki. A te oto znajdujemy na terytorium USA. A co z Luksorem w Egipcie, niedaleko Nilu – tam jest egipski obelisk. A ten oto, to jeden z najsłynniejszych obelisków na całym świecie – Buenos Aires, Argentyna – poświęcony bogu słońcu Ra, i o którym się mówi, że w nim mieszka. Każdy w tym mieście, wszyscy, którzy tam byli, znają historię tego obelisku, znają ją i rozumieją. A tutaj obelisk z Amsterdamu. Tutaj z Etiopii, z Mongolii. Drodzy państwo, na chwilę się zatrzymamy przy tym jednym i chciałbym wam pokazać coś, co jest naprawdę… Mogłem to dostrzec dopiero w Google Earth i tak mnie to zaszokowało, że muszę się tym z wami podzielić. Wierzę, że to największy obelisk świata, który się chowa, a widać go tutaj. Jeśli się przyjrzycie uważnie to, co tutaj widzimy, to widać tutaj męskie genitalia boga słońca Ra lub Baala wkomponowane w strukturę placu św. Piotra i całej budowli Watykanu, tutaj. W dole widać jądra, a także przesuwający się trzon tego męskiego członka. Interesującą rzeczą jest tutaj to, że jeśli obrócimy tym na bok, to zobaczymy, iż ten architektoniczny obelisk – jeśli tak wolicie – wskazuje dokładnie na zachód pod kątem zero stopni. A moje pytanie brzmi: dlaczego wskazuje on na zachód? Ano dlatego, że jest to bóg Słońce. Bóg słońce jest bogiem zachodzącego na zachodzie słońca i widzicie, że praktycznie w każdym pogańskim kulcie boga słońca, ołtarze zawsze zwrócone były na zachód, ponieważ tam zawsze odprawiali swe rytuały. I wierzę, że wróg odegrał wielką rolę w architekturze tej szczególnej, rzymskokatolickiej budowli. Tak naprawdę jest to przedstawienie członka męskiego boga Słońca. To nie jest miejsce dla egipskiego obelisku reprezentującego męski organ boga słońca przechodzącego przez żeńskie genitalia tarczy słonecznej. Czy nie powinno to być coś, co wiąże się z Jezusem, naszym Panem, lub coś w tym stylu? Ale niestety taki mamy współczesny świat. Mieszanina pogaństwa z chrześcijaństwem osiągnęła taki stan, że nawet tego nie rozpoznajemy, gdyż nie znamy własnej historii, bo nie czytamy początku podręcznika.

Dobrze – ten slajd jest bardzo interesujący, gdyż zdjęcie to przedstawia obelisk znajdujący się na placu św. Jana w Rzymie. Jest to kościół papieski, a właściwie katedra Papieża. Przeczytam wam opis, skąd pochodzi ten właśnie obelisk, bo będzie to szokujące, gdy zdacie sobie sprawę, że ten obelisk nie powstał z betonu w naszych współczesnych czasach. Oto skąd wziął się tam ten obelisk: egipski obelisk znajdujący się na placu św. Jana na Lateranie jest największym, jaki istnieje. Oryginalnie był on wycięty przez faraona Totmesa III-go i stał w świątyni Amona w Tebach – był to bóg słońca – lecz został przewieziony do Rzymu przez cesarza Konstancjusza II-go i umieszczony w Circus Maximus. W 1587 roku papież Sykstus V-ty odkopał przewrócony, złamany i dawno zapomniany obelisk. Naprawił go i umieścił na placu Jana w Lateranie. Interesującą sprawą jest to, że Mojżesz mógł widzieć ten obelisk, gdy przebywał w Egipcie. A zatem, ten obelisk, mający oddawać cześć bóstwom słońca, stoi obok tego, co katolicy nazywają „najwyższą matką wszystkich kościołów”, obok Bazyliki – oficjalnej siedziby biskupa Rzymu, Papieża. Mamy więc tutaj, literalnie, trzy, cztery tysiące lat stary obelisk poświęcony bogom słońca Egiptu, który teraz stoi przed Bazyliką.

A co z Pomnikiem Waszyngtona? Czy jest to pomnik? Z pewnością jest to jakiś pomnik, lecz nie jest to pomnik ku czci naszego Boga, ale pomnik ku czci boga Słońca. Nie może to być pomnik dla kogoś innego, niż jest. Drodzy państwo, nie jest to także po prostu zwykły obiekt architektoniczny – jest to dokładnie ta sama struktura, którą w starożytnym Egipcie stawiali bogu słońcu, co dość dobrze wam pokazaliśmy. Pozwólcie, że zadam wam pytanie: gdzie dzisiaj znajdujemy ten główny symbol boga słońca? Gdzie odnajdujemy taki symbol w postaci obelisku? Czy zaszokowałoby was, gdybyśmy odkryli go w naszych kościołach? A tak właśnie jest, to właśnie tam wylądował ten obelisk boga słońca, znajduje się w naszych kościołach na całym świecie. My nazywamy je wieżami, w starożytnym Egipcie zwano je obeliskami. Gdyby jakiś faraon lub starożytny Egipcjanin żył dzisiaj i znalazł się na naszych ulicach, to czułby się komfortowo, wchodząc do większości kościołów, które dziś mamy, gdyż mógłby powiedzieć: „Łał, oto moja religia, coś, na czym się znam, to przecież ku czci boga słońca.” Widzimy to na całym świecie. Tutaj jest jeden z dwoma wieżyczkami wybudowanymi przy kościele. Panie i panowie, obelisk, kult boga słońca nie powinien znaleźć się, ani jeden symbol starożytnego pogaństwa lub egipskiego kultu słońca w naszych chrześcijańskich, religijnych społeczeństwach dzisiaj. Widzimy to, bez względu na denominację, czy to Luteranie, czy Baptyści, czy bezdenominacyjni – nie ma znaczenia jaka to denominacja – wszędzie znajdziecie ten obelisk. I znowu wracamy do tej samej myśli: „Ale dla mnie wcale to tak nie oznacza!” Wiem, że wielu z was tak właśnie myśli. Jednak w rzeczywistości nie ma znaczenia, co my o tym myślimy. Tak ciężko przyjąć nam i zrozumieć, przyjąć do naszych serc i umysłów, że liczy się tylko to, co On o tym sądzi. Z pewnością większość z nas nie nosiłaby łańcuszków z wiszącymi na nich symbolami satanistycznymi, a jednak budujemy kościoły z symbolami, o których nawet nie wiemy, że są satanistyczne. Obchodzimy święta, które otaczają się pogańskimi symbolami, a jednak – ponieważ o nich nie wiemy – przytakujemy im. Jednak, rzeczywistość jest taka, że wielki Bóg Abrahama, Izaaka, Jakuba wie, co te symbole znaczą dla Niego, więc z Jego perspektywy On widzi te symbole i przypominają Mu o tym, że to przez nie przeprowadzali swoje dzieci przez ogień Molocha; przypominają Mu to o tym, że przez nie zabijali i ofiarowywali swoje niemowlęta na ołtarzach Isztar; przypominają Mu cały kult słońca, do którego zwrócił się Jego lud i służył innym bogom, zamiast Jahwe; dla Niego jest to taki symbol i z tego tylko powodu powinniśmy odrzucić za siebie te symbole, pozbyć się ich i spalić, jak zrobili to Nehemiasz i Jeremiasz, oraz wielcy prorocy z przeszłości, którzy niszczyli te miejsca na wzgórzach, rozwalali słupy, poświęcając całe swoje życie, przelewając swoją krew i siłę, także swoich dzieci, by niszczyć te miejsca – a my oto budujemy je na nowo. Nie ma znaczenia, co my o nich myślimy, liczy się tylko, co On o nich sądzi. Musimy się zatem dowiedzieć, co dokładnie dla Niego to oznacza i zrobimy to pod koniec tego programu, gdy będziemy czytać fragmenty z Pisma, których prawdopodobnie nigdy nie czytaliście, takie, które pokazują nam na święta, jakie dziś obchodzimy. Odkryjemy czy z naszej perspektywy powinniśmy trwać w tych rzeczach i przymykać swoje oko na Jego wolę i serce.

A teraz, jak myślicie, kiedy były urodziny Nemroda i Tammuza? Pierwszego dnia roku, gdy odradza się słońce. A jak myślicie, którego dnia odradza się słońce? W środku zimy, w dniu przesilenia zimowego, 25 grudnia. Racja – to stąd wzięliśmy świątecznego 25 grudnia i twierdzimy, że to Jezus się wtedy urodził. Dlaczego wymyśliliśmy, że Jezus urodził się 25 grudnia? Skąd wzięła się ta data? Bardzo proste: Jezus był synem Boga, Tammuz był synem bogów, był synem swojego ojca Baala, a poganie – pierwsi chrześcijanie w Rzymie pojawili się z rzymskiego pogaństwa – poganie w Rzymie już dawno czcili boga słońce i to stamtąd wzięło się też święcenie niedzieli. Z początku było tak, że całe chrześcijaństwo świętowało w sobotę, ale zostało to zmienione na niedzielę, ponieważ wszyscy poganie oddawali cześć bogu słońca w jego dniu, w niedzielę. Oddawali mu cześć także w dniu jego urodzin, 25 grudnia, więc naturalną rzeczą stało się, że kiedy pojawił się Jezus i kiedy w III wieku podobno nawrócił się Konstantyn, poszli oni na kompromis i aby ułatwić ludziom nawracanie się na chrześcijaństwo, przyjęli że Jezus urodził się w tym samym dniu, w którym i tak już świętowano i celebrowano urodziny boga słońca. Stąd wzięliśmy 25 grudnia. Jedne z największych pogańskich świąt i celebracji odbywały się w czasie zimowego przesilenia. Dlaczego? Ponieważ w tym czasie słońce odradza się i jest to taki czas roku, w którym dni zaczynają się wydłużać. Dlatego urodziny boga słońca zbiegają się z 25 grudnia. Początkowo było to 21 grudnia, lecz z powodu zmiany kalendarza na Juliański, przesunięto to na 25. Spójrzmy tutaj, oto portret starożytnego Nemroda. Bogowie słońca ze wszystkich starych religii mogli mieć różne imiona, lecz można ich wszystkie wywieść od pierwotnego boga słońca, Baala, znanego także jako Nemrod. Spójrzcie na zdjęcie tego gościa z długą brodą i chyba już wiecie, dokąd zmierzam. Odkryjemy teraz jak święto 25 grudnia łączy się z tym właśnie Świętym Mikołajem. Baal miał różne imiona i w Persji brzmiało ono Mitra. Sami możecie sobie pogrzebać na ten temat. Jest to bardzo fascynujące. Jeśli porównacie sobie pogański kult Mitry, zobaczycie ogromną liczbę nawiązań do niektórych rzeczy, które dziś czynimy w chrześcijaństwie. Historia dzieje się 500 lat przed narodzinami Jezusa, Jaszua – zostało to nazwane „narodzinami niezwyciężonego słońca”, Mitry. W Egipcie był on Ozyrysem, Horusem i Ra. W Rzymie zwał się Attis. By upamiętniać jego narodziny, Rzymianie odprawiali huczne święto, zwane Saturnaliami. Zgadnijcie jak długo one trwały? 12 dni! Zgadza się, to właśnie stąd mamy 12 dni w Świętach Bożego Narodzenia, wprost z Saturnaliów, które odbywały się w okresie zimowego przesilenia. A zgadnijcie, jak Chaldejczycy zwali ten dzień? Dziś zwiemy to Boże Narodzenie, ale wówczas Chaldejczycy zwali go „Dzień Jula”. Czy wiecie, co literalnie oznacza słowo „Jul”? Oznacza ono „dzień niemowlęcia” i na pewno nie mieli wtedy na myśli Jezusa. Mówili oni o Tammuzie, który był synem boga, który pewnego dnia przyjdzie z powrotem i wyratuje/zbawi ich od tego świata. Widzicie, Szatan nie może zrobić nic innego, jak tylko zabrać prawdę, wykręcić ją i sprawić, by ludzie uwierzyli kłamstwu. I to właśnie zrobił z historią narodzin i śmierci naszego Pana. Powielił to w pogaństwie, by w pewnym momencie wykorzystać to i wymieszać pogaństwo z chrześcijaństwem. Kiedykolwiek mieszamy Święte ze świeckim, Pismo nazywa to Nieświęte. Jahwe nie przyjmuje niczego, co nie jest święte; musi to być czyste, musi być oddzielone i uświęcone. Po hebrajsku – kadosz.

Brzmi znajomo? Przejdźmy teraz do postaci zwącej się Odyn. To właśnie tutaj dowiemy się nieco więcej szczegółów na temat naszych świąt i skąd wzięły się ich symbole. Równolegle z czczeniem bogów słońca, Skandynawowie czcili także Odyna, który był bogiem pijaństwa i ekstazy, jak również i bogiem śmierci. Ponieważ to w czasie Saturnaliów działy się te wszystkie rzeczy, bardzo szybko stał się ulubionym bogiem święta Saturnaliów i będąc bogiem słońca, także możemy go wyśledzić aż do samego Baala. Zgadnijcie kim się ta postać stała? Przypatrzcie mu się uważnie, do kogo jest podobny? Kolory nie pasują, ale ten gość stał się Świętym Mikołajem – tak, tak. Odyn lub Wodan był bogiem mądrości, magii, wiedzy okultystycznej, runów, poezji i wojny. Jego imię oznacza „natchniony”. W trakcie oglądania slajdów zobaczycie, że Święty Mikołaj lub Odyn jest strasznie podobny do Jezusa, lub Jaszua – co oznacza „zbawienie”. Zobaczymy boga Odyna, który zbawia i zobaczymy innego, zwanego Jaszua, który też zbawia. Chcę, byście zwrócili uwagę na pewne cechy charakteru, gdy będziemy omawiać Odyna, gdyż szokującym jest odkrywać niektóre podobieństwa i to jak Szatan próbuje maskować się jako anioł światłości, o czym wiemy z Pisma. Był on starym, wysokim mężczyzną, z długą białą brodą i nosił ze sobą włócznię lub laskę/pastorał. Pamiętacie, jak mówiliśmy o lasce zakończonej wężem? Każdy, kto trzyma laskę węża łączy się z mocami tej laski, czyli z samym wężem. Idźmy dalej. Podróżował po całym świecie na białym koniu, który miał osiem nóg – co w starożytnej tradycji było liczbą podróżowania. To stąd wzięło się osiem reniferów. Możecie powiedzieć: „Jim, ale tam jest dziewięć.” Pierwotnie było ich osiem, Rudolf został dodany we współczesnych czasach. Reniferów było osiem i wzięły się one od białego konia, jakim jeździł Odyn, i który miał osiem nóg. Sami możecie znaleźć te informacje, są powszechnie dostępne w Internecie, w encyklopediach – znajdziecie tam Odyna i wszystkie odnośniki z nim związane. Praktycznie w każdej wersji Mikołaja, miał on ze sobą ciemnych pomocników, którzy stali się elfami. Prawie każdy Mikołaj miał swojego ciemnego pomocnika i jeśli przyjrzymy się bliżej zdjęciu, to zobaczymy „demoniczną postać” z długim czerwonym językiem, jaki z niego wystaje. Zwano ich Krampusami. Krampus lub ciemny pomocnik podążał za nim i jeśli dzieci były niegrzeczne, to bił te dzieci. Mamy więc dobrego Świętego Mikołaja (Odyn), który przychodził i dawał ci prezent, jeśli byłeś dobry, a jeśli nie, to czarne charaktery lub czarni pomocnicy byli tymi, którzy wbijali dzieciom dyscyplinę do skóry. Według legendy te Krampusy, które stały się elfami Mikołaja, towarzyszyły w trakcie Świąt Świętemu Mikołajowi, ostrzegając i karcąc złe dzieci, w przeciwieństwie do Świętego Mikołaja, który dawał prezenty dobrym dzieciom. Tak mówi Wikipedia.

Tutaj mamy kolejne zdjęcie Krampusów i elfów Mikołaja. Po waszej prawej stronie widać na zdjęciu coś jakby miotłę wiedźmy, gdzie przez Krampusów odprowadzane są niegrzeczne dzieci. Jest on połączeniem człowieka i kozła – można spotkać go w całych dziejach historii. Człowieka, który zmieszany jest z kozłem. Mam nauczanie, w którym mówię o nefilim lub Bożych synach, lecz w wielkim skrócie: w trakcie święta zwanym w Biblii Jom Kippur – podczas którego raz w roku najwyższy kapłan wchodził do miejsca najświętszego, by złożyć ofiarę – ofiarowywane były dwa kozły. Jeden nazywany był kozłem dla Adonaj i ten składany był Jahwe (Adonaj). Drugi kozioł zwany był kozłem dla Azazela. Tego kozła brano i wyprowadzano na pustynię, gdzie spychano go ze skarpy. Kozioł Azazela był tym kozłem, na którego kapłani kładli ręce i nakładali na niego wszystkie grzechy Izraela, po czym wysyłali go na pustynię Azazelowi. W starożytnej mitologii Azazel był bogiem pół-człowiekiem pół-kozłem. I mówiło się, że to Azazel sprawił, że człowiek zgrzeszył. Dlatego wszystkie grzechy człowieka z danego roku w Izraelu były kładzione na głowie tego kozła Azazela. Widzimy, jak przekształciło się to w inną formę. Pomocnikiem Mikołaja jest w rzeczywistości Azazel lub, jak go dziś zwiemy, Krampus. Na zdjęciu po lewej stronie widzimy współczesne zdjęcie obchodzenia Świąt w Niemczech, gdzie kontynuują tę tradycję i pokazują Krampusa, czyli pomocnika Mikołaja. Jest to współczesne zdjęcie i chociaż dla nas, amerykańskich chrześcijan, wariacko to brzmi, by wierzyć, że te rzeczy wciąż dziś mają miejsce – jest to zdjęcie Świętego Mikołaja z jego demonami, jego Krampusami, i odbywa się to w Austrii, Niemczech, na Węgrzech, we Włoszech i na całym świecie. Chcemy wam teraz pokazać kawałek zmontowanego z różnych fragmentów filmu. Są to rzeczy, które odkryliśmy, że wciąż są obchodzone na całym świecie, gdzie tak naprawdę gloryfikuje się demoniczną część Świąt w postaci Świętego Mikołaja i jego czarnych pomocników.

Wiem… i przepraszam, ale robi się to coraz gorsze, nieprawdaż? A jeśli by tego nie było dosyć, są niektórzy badacze, którzy uważają, że pieśń „Jingle Bells” wywodzi się od dzwonków Krampusów, które istniały już długo przedtem, niż ta pieśń została napisana. Ilekroć widziany był Święty Mikołaj, towarzyszyły mu świąteczne dzwonki elfów. Wieszali te dzwonki na swoich szyjach, jak widzieliście to na video i słychać było te dzwonki, gdy wchodzili do kolejnego miasteczka, które odwiedzali. I niektórzy wierzą, że to właśnie od tego wzięło się określenie „świąteczne dzwonki”.

Teraz weźmiemy się za odkrywanie, skąd naprawdę wziął się Święty Mikołaj; jak Odyn stał się Świętym Mikołajem. Oto próba przybliżenia lub ewolucji stawania się Odyna Świętym Mikołajem. Przed 1500 rokiem w Holandii zwał się on Sinterklaas – był to miły, starszy człowiek, z białą brodą, w białej sukni, w czerwonym płaszczu, z laską w ręku – jeździł po niebie i po dachach na swoim białym koniu, towarzyszyli mu czarni słudzy (jak widzieliśmy, byli to Krampusi) i zostawiał ludziom prezenty pod świętym drzewem, jodełką. Odwiedzał ludzi w swoje urodziny, oczywiście 25 grudnia i dobrym dawał dary, a złym jego czarni słudzy wymierzali baty! Zdumiewa mnie to, że te historie wciąż są obecne w naszych współczesnych tradycjach chrześcijańskich. Dwu, a nawet trzy tysiące lat stare pogańskie tradycje odnajdowane są dzisiaj – a my uśmiechamy się do nich. Najsłynniejszym powiedzeniem Świętego Mikołaja jest „Ho, ho, ho”. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, skąd ono się wzięło? Jeśli cofniemy się historią, to zaczniemy odkrywać, skąd się to wzięło, i ja wam to powiem. W historii o hobgoblinach, autor Allen Wright wyjaśnia: „Samo Robin było średniowiecznym przezwiskiem na diabła i znakiem rozpoznawczym Robina był śmiech ‘ho, ho, ho’”. Wtedy, w latach XVII-go wieku Robin Goodfellow grał rolę diabła w wielu przedstawieniach. Przedstawienia takie były ważne, nie mieli wtedy teatrów ani kin, jak mamy to dzisiaj. Tak więc teatr i sztuki były wtedy integralną częścią społeczeństwa. Zanim diabeł wchodził na scenę, to ogłaszał się słowami „ho, ho, ho” – i to stąd, panie i panowie, pochodzi „Ho, ho, ho” oraz Święty Mikołaj.

W XVII wieku Duńczycy wyemigrowali do Ameryki Północnej i przywieźli ze sobą Sinterklaasa. Angielski dialekt przemianował go na Santa Claus. W 1930 roku projektant pracujący w firmie Coca-Cola starał się wymyślić coś, by ludzie kupowali ich napoje w zimowym okresie. Wzięli zatem swoje firmowe kolory czerwień i biel, pożyczyli historię Sinterklaasa, zmienili niektóre rzeczy i powstał współczesny Święty Mikołaj wraz z reniferami i elfami. To więc ten projektant wziął sobie postać z 1800-nego roku, zmodernizował go, dodał kolorów i wyszedł z tego Święty Mikołaj Coca-Coli, którego dziś widzimy. Ma długą, białą brodę, pucołowate lica i czerwono-biały strój. W 1970 roku drugi Sobór Watykański ogłosił oficjalnie, że nigdy nie istniał żaden katolicki biskup o imieniu Mikołaj! Zdegradowali Świętego Mikołaja, odebrali mu jego świętość, gdyż w Watykanie pojawiły się dowody, że najprawdopodobniej nigdy on nie istniał – podobnie jak wielu innych świętych. Ten drugi Sobór przyznał też, że legendy przypisywane temu ‘świętemu’ nie miały chrześcijańskich korzeni i prawdopodobnie wywodzą się z samych pogańskich tradycji. Widać z tego, że prawdopodobnie ten Święty Mikołaj został zrobiony ‘świętym’ i że był związany z bogiem słońca, którym był Odyn. Potrzebowali go wciągnąć pod chrześcijaństwo, więc uczynili go świętym i w ostateczności zmieniono mu także kolory. Widzimy także pojawiające się elfy, jak zmieniają się ze złych na miłe i urocze stworzonka – to wszystko zasługa amerykańskiej modernizacji. Przemieniamy typowo szatańskie, złe, pogańskiego pochodzenia święta, a zaczęło się to już w samym ogrodzie przy zwiedzeniu. Wielka encyklopedia świata mówi: „Wiara, że Mikołaj wchodzi do domu przez komin, wywodzi się ze starej nordyjskiej legendy. Skandynawowie wierzyli, że bogini Nerthus pojawiała się w kominku i przynosiła domowi szczęście.” To od niej wywodzi się określenie ‘ognisko domowe’. Hertha lub Nerthus była boginią Skandynawów. Zatem z tej wielkiej encyklopedii świata widzimy, że wchodzenie Świętego Mikołaja przez komin nie wywodzi się z niczego dobrego i że w całości wiąże się z bogiem, który przechodzi przez ogień. Panie i panowie, znam tylko jednego boga, który przechodzi przez ogień i jest to sam Szatan, który w ostateczności zostanie wrzucony do jeziora ognia. Czytamy dalej: „druidzi i ich wyznawcy zostawiali poczęstunek składający się z mleka i ciasteczek, by przebłagać boga, który poprzez komin zszedł do ich ogniska.” To stąd wywodzi się ten pomysł zostawiania mleka i ciasteczek dla Mikołaja – a nam wydaje się, że to my wymyśliliśmy i że jest to całkiem fajne. Panie i panowie, istniało to od dawna, od czasów druidów, którzy zostawiali mleko i ciasteczka swojemu bogu, który w dniu swoich urodzin, 25 grudnia przychodził do ich ogniska.

Chyba trzeba zadać sobie pytanie ‘kto jest kim’ w tym świecie? Odpowiedzieć, czy służymy Świętemu Mikołajowi, czy Jezusowi, Jaszua Mesjaszowi? Jeśli wolicie – którego boga pokazujemy swoim dzieciom podczas Świąt? Odkryjemy kilka cech, które są niesamowicie podobne do cech naszego Zbawiciela i zobaczmy czy powinniśmy je tolerować. Po pierwsze, o Świętym Mikołaju mówi się, że nie ma początku ani końca; Jezus nie ma początku ani końca. Święty Mikołaj ma swojego wiecznego ducha zwącego się ‘Duchem Świąt’; Jezus ma swojego wiecznego ducha, który zwie się ‘Duchem Żyjącego Boga’. Święty Mikołaj wie wszystko; Jezus wie wszystko. Spisuje on imiona w księdze i dwukrotnie je sprawdza; tak samo Jaszua, zapisuje nasze imiona w Księdze Życia. Włosy Świętego Mikołaja są białe jak śnieg; księga Objawienia mówi nam, że włosy Jezusa są białe jak śnieg. Święty Mikołaj podróżuje nocą (tutaj zaczynamy widzieć pewne różnice); Jezus podróżuje za dnia. Wszystko, co Jezus robi za dnia, Święty Mikołaj robi nocą. Widzicie różnicę, subtelną różnicę, jak Szatan bierze prawdę i nieznacznie ją przekręca. Kontynuujmy… Mikołaj chce dać nam wszystko, czego pożądają nasze oczy; Jezus chce dać nam wszystko, czego potrzebujemy. Mikołaj wchodzi do domów przez komin, przez ogień – Jezus z całą pewnością tego nie robi. Mikołaj ma mistyczne drzewko i kocha dzieci. Czy wiedzieliście, że Mikołaj ma mistyczne drzewko? Skąd wziął ten pomysł? Stąd, że w Biblii Jahwe też ma mistyczne drzewo, które zwie się Drzewem Życia. To właśnie to drzewo rozdzieliło dobro i zło. Jeśli macie udział w Drzewie Życia, to żyjecie na wieki. To Drzewo Życia ostatecznie przyjęło formę i stanęło w miejscu świętym, oświetlając w Świątyni to miejsce – zwało się Menora, siedmioramienny świecznik, który Izraelici umieścili w Świątyni, gdzie nazywało się Drzewem Życia. Spójrzmy do słownika Oxfordu, gdzie podana jest definicja diabła – to niesamowite – w definicji diabła podane jest „Szatan, Lucyfer, Belzebub… a w powszechnej mowie wieśniaków nazywany jest Starym Nickiem”. Tak jest, Stary Nick. Ten sam Stary Nick (Mikołaj), o którym opowiadamy naszym dzieciom, który bierze nasze dzieci na kolana w centrach handlowych, o którym oglądamy filmy w telewizji. Stary Nick – w dawnych czasach Stary Nick wyglądał jakoś tak. To właśnie tak wyglądał Stary Nick, czyli Szatan. Tak właśnie zwany jest Diabeł – Stary Nick (Mikołaj). I znowu pojawia się wam – „Ale dla mnie to znaczy co innego!” Mam nadzieję, że rozumiemy już teraz, iż nie liczy się, co ja o tym sądzę, lecz co to oznacza dla Niego. Jest to trudne do przełknięcia – wiem o tym. Kiedy ja dowiedziałem się o tym po raz pierwszy, dogłębnie mnie to zaszokowało. „Jak sobie z tym mam poradzić? Jak to zastosować w swoim duchowym życiu?” Za chwilę o tym będziemy mówić, lecz prawdą jest – i proszę, ukórzmy się przed faktami, które tu są przedstawiane i prośmy Ojca o to, co mamy z tym zrobić w naszych domach i rodzinach. I pamiętajmy, że nieważne co to znaczy dla nas, lecz ważne, co On o tym sądzi. A wracając do Odyna – głównym symbolem tego mistycznego stworzenia, posiadającego boskie moce, było wieczne drzewko jodły. Było ono głównym symbolem. Po lewej stronie widzicie główny symbol prawdziwego Boga, Jahwe, począwszy od ogrodu Eden, aż do Nowego Jeruzalem z Objawienia – to Drzewo Życia. Była nim menora, siedmioramienny świecznik stojący w miejscu świętym.

Choinka świąteczna. Drzewa były czczone praktycznie przez każdą pogańską kulturę na świecie i były głównym symbolem kultu boga słońca i płodności. Znalazły one swoje miejsce w domach zamiast obelisków. Drzewo jodły, jako obraz lub symbol boga słońca, zastąpiło obelisk – to dlatego umieszczano na jego szczycie dysk słońca, bądź też ośmioramienną gwiazdę. Mówiło się, że jodła jest magicznym drzewem, ponieważ przez cały rok pozostaje zielona. W niektórych kulturach była przystrajana owocami, symbolizującymi nowe życie, a w innych dwunastoma świecami ku czci boga słońca, gdyż święto Saturnaliów trwało 12 dni – to stąd wzięło się 12 świątecznych dni Bożego Narodzenia. Dziś nawet śpiewamy jej kolędy tak, jak odbywało się to w pogańskich rytuałach. Jeremiasz 10, od drugiego wersetu mówi: „Tak mówi Jahwe: Do drogi narodów nie przywykajcie i nie trwóżcie się przed znakami nieba, choć przed nimi trwożą się narody. Ponieważ obyczaje narodów – to marność. Bo drzewo, które siekierą wycięto z lasu, jest wyrobem ręki rzemieślnika. Ozdabia go się srebrem i złotem, gwoździami i młotami je przytwierdzają, aby się nie chwiało. Potem stoją jako wykute słupy i nie mówią; obnoszone są, ponieważ się krokiem nie ruszą; nie bójcie się ich, bowiem nie mogą szkodzić, ale i nie są zdolne być pożytecznymi.” Jest wielu ludzi, którzy uważają, że ten fragment odnosi się właśnie do świątecznej choinki. Jednak prawdą jest to, że ten fragment nie odnosi się do świątecznej choinki, gdyż wtedy chodzili oni do lasu, wycinali jodełkę, przycinali i przystrajali srebrem i złotem. To, na co chciałem wskazać w tym fragmencie, to to, że ten cały pomysł przystrajania jej złotymi i srebrnymi bombkami, które w rzeczywistości – możecie w to wierzyć lub nie – reprezentują jądra boga słońca, znajdujące się na trzonku Baala w akcie rytuału płodności wraz z umieszczonym na szczycie kołem słońca. To stąd bierze się złoto i srebro, gdyż wcześniej obwieszali swe bożki srebrem i złotem. To właśnie chciałem pokazać w tym fragmencie, niekoniecznie to, że ścina się choinki. Ta tradycja pojawiła się później; za to przystrajanie srebrem i złotem było pierwowzorem naszych tradycji. Spójrzmy znowu; jeśli przyjrzymy się temu meksykańskiemu bożkowi słońca, zobaczycie tam jodełkę, która stała się tym, co znamy dziś jako świąteczną choinkę. A czym są i skąd wzięły się stroiki i łańcuszki? Skąd mamy te tradycje? Używali też gałązek choinek, by ozdabiać nimi swoje domy jako ofiarę i symbol boga płodności, boga wiosny – czyli Isztar. Jemioła – skąd wzięła się jemioła? Celtowie i Teutoni już od dawna uważali, że jemioła ma magiczne właściwości. Mówiło się, że ma uzdrawiające zdolności i zwiększa płodność. Celtowie ofiarowywali ją swoim bogom w modlitwach, wieszali ją także w swoich domach, by odganiać złe duchy. W swoich badaniach dowiedziałem się także, że podczas święta Saturnaliów Rzymianie wszędzie rozwieszali jemiołę i urządzali pod nią popijane orgie, gdyż miała ona zwiększać płodność. Panie i panowie, to stąd wzięło się całowanie pod jemiołą. Wszystko to bierze swój początek w pogańskiej rozwiązłości, którą Rzymianie czynili w czasie Saturnaliów. Świąteczna kłoda Jul – była to kłoda drewna, którą palili w swoich kominkach przez 12 dni, gdyż tyle trwało ich świętowanie. Pierwotnie w Skandynawii była ona poświęcona bogini płodności Isztar, za to, że dała im zbawiciela, Tammuza. Poświęcano zwierzęta i co noc wrzucano je do ognia. Miało to trzymać złe duchy z dala. Otwórzmy teraz encyklopedię amerykańską i zobaczmy jej definicję Świąt (Bożego Narodzenia). Jest tam napisane: „Według wielu autorytetów nie były one obchodzone w pierwszych wiekach chrześcijańskiego kościoła, gdyż chrześcijanie wspominali raczej śmierć jakiejś znaczącej osobistości, niż jej urodziny. Święto to zostało ustanowione w IV wieku na cześć narodzin Zbawiciela. W V wieku kościół zachodni nakazał jego wieczne obchodzenie w dniu starego rzymskiego święta narodzin Słońca.” Widzicie tę ewolucję? Nawet Encyklopedia Americana mówi nam, że Boże Narodzenie w ogóle nie było obchodzone przez uczniów, apostołów, naszych przodków, ani ojców kościoła. Tak to wszystko trwa aż do V wieku, kiedy to święto zostało włączone i nakazane do obchodzenia przez chrześcijan. Powiedziane jest, że miało być obchodzone na zawsze w tym samym dniu, co rzymskie święto narodzin słońca. Spójrzcie na to – jest to zapis z księgi Sądu Najwyższego, Kolonii Massachusetts, z dnia 11 maja, 1659 roku – jest tam napisane: „W sprawie wielkiego dyshonoru Boga i znieważaniu innych: wyrokiem tego sądu i w jego autorytecie ogłaszamy, że każdy, kto będzie obchodzić taki dzień, jak Boże Narodzenie lub podobne, czy to przez wstrzymywanie się od pracy, czy przez post, lub w jakikolwiek inny sposób, to przy stwierdzeniu takiego stanu, każda osoba łamiąca to prawo zapłaci 5 szylingów kary na rzecz hrabstwa.” Jeśli chodzi o fakty, to pierwszym stanem obchodzącym Święta Bożego Narodzenia była Alabama w 1836 roku, potem Louisiana i Arkansas w 1838 roku. Trwało to aż do połowy lat XIX wieku, zanim w Stanach Zjednoczonych pozwolono na obchodzenie tych Świąt. Dlaczego nasi założyciele, którzy opierali się na Bogu i na Biblii, uznali za nielegalne obchodzenie Świąt? Ponieważ nie byli oni odsunięci od prawdy, tak jak my teraz jesteśmy. Rozumieli oni, że te rzeczy pochodzą z pogaństwa. Rozumieli oni, że Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, że Jahwe nie chce, abyśmy mieszali rzeczy, które inni ludzie używali do czczenia obcych bogów, rzeczy, które On nienawidzi.

Pozwólcie zadać mi pytanie, które prawdopodobnie chodzi wam po głowie: „Ale czy nie moglibyśmy wziąć rzeczy, które Szatan wymyślił dla zła i obrócić je ku dobru? Bóg przecież zna moje serce, prawda?” 3 Mojżeszowa 18:30 mówi: „Strzeżcie zatem Mojej przestrogi, aby nie postępować według ohydnych ustaw, w myśl których postępowano przed wami; nie kalajcie się nimi. Ja jestem Jahwe, wasz Bóg.” Marek 7:7-8 mówi: „Lecz daremnie mnie czczą, nauczając przykazań ludzkich jako doktryn. Bowiem opuściliście przykazanie Boga i trzymacie się tradycji ludzi.” Pytanie brzmi, jeśli mamy oddawać Bogu cześć 24 godziny na dobę i Jego mamy stawiać na piedestale, to czy nie sądzicie, że powinniśmy czcić Go w taki sposób, jak On nam kazał, a nie według tradycji ludzi? A już z całą pewnością nie powinny to być tradycje związane z pogańskimi rytuałami płodności i kultem boga słońca. Otwórzmy 5 Mojżeszową, rozdział 12 – jest to taki „królewski fragment”, który podaje nam czystą, klarowną wskazówkę na temat tego, czy powinniśmy robić pewne rzeczy, jeśli nasze intencje są szczere. 5 Mojżeszowa, rozdział 12 tak mówi: „Do szczętu zburzycie wszystkie miejsca, na których służyły swoim bogom narody, które wygnacie, na wysokich górach, na pagórkach oraz pod każdym zielonym drzewem. Rozwalicie ich ofiarnice, skruszycie ich posągi, a ich poświęcone gaje spalicie ogniem; także rozbijecie rzeźby ich bóstw i zgładzicie ich imię z owego miejsca. Nie czyńcie podobnych dla JAHWE, waszego Boga.” Gdy na swojej drodze zacząłem odkrywać wszystkie te rzeczy, to pierwszą rzeczą, jaka pojawiła mi się w głowie była myśl: „Ale dla mnie to znaczy co innego.” Potem pomyślałem: „No…, przecież mógłbym wziąć niektóre z tych rzeczy i ‘uświęcić’ je dla Pana, a On z pewnością ucieszy się, że kradnę coś od wroga i oddaję to Jemu.” Tak? Weźmy przykład Izraelitów przekraczających Jordan. Przejmują oni te kananejskie miasta i zamiast niszczyć wszystko tak, jak rozkazał im Ojciec, zostawiają oni niektóre rzeczy – jak na przykład ołtarze, które są bardzo trudne do zbudowania – i mówią: „hej, nie rozwalajmy wszystkiego, zostawmy sobie ten ołtarz, zetrzemy z niego imię ich boga i umieścimy na nim imię naszego Boga.” A Jahwe mówi: „Nie ważcie się tak robić! Nie ważcie się brać niczego, co służyło bogu słońca i ‘poświęcać’ tego… kropić tego odrobiną święconej wody, a potem Mi ofiarowywać… Nie przyjmę tego!” Powiedział też: „Nie będziecie czcić Jahwe, waszego Boga w taki sposób.” Mówi dalej: „Nie będziecie robili według tego wszystkiego, co my tu dzisiaj czynimy; każdy wszystko, co jest godziwe w jego oczach – gdy przejdziecie za Jordan i osiądziecie na ziemi, którą Jahwe, wasz Bóg, was obdziela.” – to wciąż 12 rozdział 5 Mojżeszowej – „Gdy Jahwe, twój Bóg, wytępi te narody, do których idziesz, byś je wytępił sprzed twojego oblicza oraz zamieszkasz w ich ziemi, strzeż się, abyś się nie usidlił, idąc za nimi, po wytępieniu ich sprzed twojego oblicza, i abyś nie dążył za ich bogami, mówiąc: Jak te narody służyły swoim bogom tak też i ja uczynię.” Oto, co się tam działo: przejmowali te tereny i będąc twórczymi Izraelitami, chcieli wziąć niektóre z ciekawych rzeczy, które poganie stosowali w kulcie swoich bożków i pożyczyć te rzeczy, by służyć nimi wielkiemu Bogu, Jahwe. A Jahwe tak mówi o tych rzeczach. 5 Mojżeszowa 12:31 tak mówi: „Nie postępuj tak względem Jahwe, twojego Boga, gdyż te narody czyniły dla swoich bogów wszelką ohydę, której nienawidzi; bo nawet swoich synów i swoje córki palą w ogniu dla swoich bogów. Starajcie się spełniać wszystko, co Ja wam przykazuję; nie dodawaj do tego, ani od tego nie odejmuj.” Kropka!

Mamy zatem bardzo wyraźne instrukcje, że my, wierzący nie mamy żadnego biblijnego prawa brać czegoś, co było stworzone, używane i poświęcone innym bogom, i wciągać je do chrześcijaństwa, by przez nie uwielbiać naszego Boga. Mówiąc w skrócie, nie możemy! Ale dlaczego? Jest to podobne do poniższej historii. Jest to bardzo podobne do was, mężów, gdy co roku kupujecie swoim żonom prezent na urodziny. Przyjmijmy, że urodziny waszej żony wypadają 22 kwietnia i co roku 22 kwietnia kupujecie jej prezent, tak jak powinniście. Przyjmijmy też, że mieliście kiedyś dawną dziewczynę, która obchodziła swe urodziny 22 marca. Chodziliście z nią przez 10 lat i łatwiej wam było zapamiętać 22 marca niż 22 kwietnia. Wyobraźcie sobie teraz, że idziecie do swojej żony i mówicie jej: „Słuchaj kochanie, powiem ci coś, ciężko mi pamiętać co roku o dacie twoich urodzin, czy nie miałabyś nic przeciwko temu, żebyśmy je zamienili z 22 kwietnia na 22 marca?” Nie sądzę, by była naprawdę podekscytowana perspektywą zamiany daty jej urodzin na datę urodzin jej największej wrogini, a twojej byłej dziewczyny. Tak to po prostu nie działa. Nawet w naszym ludzkim wymiarze jesteśmy urażeni, jeżeli przesuwa się coś, co jest dla nas cenne i podmienia czymś, co nie jest. O ileż bardziej nasz Bóg ma trudności z przyjęciem faktu, że święcimy urodziny Jego syna, które przesunęliśmy z jesieni, z czasu Święta Namiotów, Święta Sukkot, kiedy się urodził, na dzień starożytnego święta płodności bogów słońca Wschodu i Zachodu.

5 Mojżeszowa 4:2 mówi: „Nie dodawajcie nic do słowa, które ja wam powierzam, ani nie odejmujcie od niego; przestrzegając przykazań Jahwe, waszego Boga; tych, które ja wam nakazuję.” I oczywiście, co już czytaliśmy, 5 Mojżeszowa 13:1 „Starajcie się spełniać wszystko, co Ja wam przykazuję; nie dodawaj do tego, ani od tego nie odejmuj.” Przypowieści 30:6 „Nie dodawaj nic do Jego słów, by cię nie pociągnął do odpowiedzialności i abyś nie okazał się kłamcą.” Pamiętajcie, że Zwodziciel nie może zmienić Prawdy. Jego jedynym celem jest trzymanie was z dala od niej. A jak to robi? Dodając odrobinę trucizny. Panie i panowie, i wcale nie trzeba jej wiele, by wszystko zrujnować. Możecie mi powiedzieć: „Wiesz co? Może rzeczywiście liczy się to, co On o tym myśli i dla mnie nie ma to znaczenia, ale Jim, czy naprawdę jest to takie złe? To znaczy… tak strasznie fajnie świętować Boże Narodzenie i Wielkanoc, robić to tak, jak to zawsze robiliśmy.” Kochani, nie żyjemy tak, jak nam się to podoba. Żyjemy tak, jak się to Jemu podoba. I po prawdzie, ciekawe ile trzeba, żeby zatruć te informacje, które wam teraz przekazuję? Gdybym miał szklankę czystej, krystalicznej wody i wpuścił do niej kropelkę trucizny – wypilibyście to? Oczywiście, że nie; nawet gdybyście jej nie widzieli; nawet gdyby wyglądała na czystą; nawet gdyby smakowała jak czysta – z pewnością byście jej nie wypili. W ten sam sposób – nie wiem jak wy, ale ja czytam swoją Biblię tak, jakby On dał nam Swoje czyste Słowo i nigdy nie chciał, byśmy coś do niego dodawali lub coś z niego usuwali. Musimy robić biblijne rzeczy w biblijny sposób, ponieważ Jego system zawsze przynosi owoc życia. Wytwarza w nas Drzewo Życia, jeśli czynimy rzeczy w Jego sposób. Kiedy nie czynimy tego w Jego sposób, kiedy mieszamy ze sobą prawdę i kłamstwo, to dzieje się coś takiego, że produkujemy w sobie drzewo poznania dobra i zła, a ono – moi przyjaciele – nigdy nie przynosi życia, przynosi zniewolenie i śmierć.

Chciałbym wam pokazać kilka alternatyw dla tych Świąt, biblijnych alternatyw, coś, co pochodzi bezpośrednio od samego Boga. Są to rzeczy, o których mówi, byśmy je obchodzili, jest to program przeznaczony dla naszych dzieci. Spójrzmy na niektóre z tych Świąt. Po pierwsze, co robili na wiosnę wszyscy uczniowie, co – tak się składa – wypada w okresie Wielkanocy? No pewnie – nazywa się to Pascha. Łukasz 22:19 mówi: „Wziął też przaśny chleb, podziękował oraz łamał i dał im, mówiąc: To jest moje ciało, które jest za was wyznaczone, TO CZYŃCIE na moją pamiątkę.” Czyńcie Paschę! Oczywiście Wielkanoc nawet przez myśl nie przeszła naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, Jaszua Mesjaszowi, ani jego uczniom, ani nikomu innemu przez kilka stuleci. Co roku świętowali oni coś, co po hebrajsku zwie się Pesach, Pascha, upamiętniające śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie ich Pana. Przedtem w tym niesamowitym Święcie, podczas którego poświęcali paschalnego baranka, upamiętniali śmierć pierworodnych i wyzwolenie z Egiptu; a dziś upamiętniamy wyzwolenie z grzechu (metaforyczne uwolnienie od Egiptu) poprzez śmierć samego Jezusa. Nigdy nie pomieszaliby Wielkanocy z Paschą – ona nie istniała. Paweł, w 1 Koryntian 5:8 pisze: „Tak, że powinniśmy świętować [ma na myśli Paschę] nie w starym kwasie zła i niegodziwości, ale w przaśnikach czystości i prawdy.” Każdy, kto świętował Paschę lub wziął udział w kolacji sederowej w Passion for Truth, odkrył, że Pascha zawiera w sobie śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Jaszua Mesjasza. Osobiście wierzę, że gdy zaczniemy świętować Paschę i pozostałe Boże Święta z naszymi dziećmi i z naszymi rodzinami, to zobaczymy Bożą moc schodzącą w nasze życia, tak jak miało to miejsce w pierwszym wieku, gdyż oni nie mieli wtedy Bożego Narodzenia ani Wielkanocy. Obchodzili biblijne Święta, święta z Jego kalendarza, a nie święta z rzymskiego kalendarza.

Porozmawiajmy teraz o tym, kiedy naprawdę urodził się Jezus, Jaszua. Czy możemy odkryć kiedy dokładnie się urodził? Z całą pewnością możemy, możemy podążać za Biblią, gdyż mówi nam ona i podpowiada, kiedy faktycznie nasz Zbawiciel się narodził. Zaczyna się to od Jana Chrzciciela. Wiemy, że ojcem Jana Chrzciciela był Zachariasz. Zachariasz był kapłanem z linii Lewickiej. Stary Testament mówi nam, że był on z ósmego porządku kapłanów Lewickich. Co to znaczy? To oznacza, że był on ósmą osobą odbywającą służbę w Świątyni w tygodniowym cyklu. Mieli oni 24 porządki kapłanów służących po jednym tygodniu, czyli w każdym tygodniu służyła jedna zmiana. W pierwszym pierwsza, w drugim tygodniu druga i tak przez 24 tygodnie – potem zaczynali od nowa. Pismo dokładnie nam mówi, kiedy wypadała zmiana Zachariasza, podczas której przyszedł do niego anioł i powiedział Zachariaszowi, że urodzi mu się syn. No więc wyobraźcie sobie, pędzi wtedy do domu, jego żona zachodzi w ciążę i 9 miesięcy później wypada dokładnie w Paschę. Skoro zatem wiemy, że Jan Chrzciciel urodził się w Paschę, to bierzemy sobie ewangelię, która mówi, że Jaszua urodził się 6 miesięcy później, a to wypada dokładnie pośrodku Święta Namiotów, po hebrajsku zwącego się Sukkot. To właśnie stąd wiemy, że Jezus urodził się podczas Święta Namiotów, które w naszym kalendarzu wypada na przełomie września i października, w porze, którą zwiemy jesienią. Jest tam nawet powiedziane, że pasterze wciąż jeszcze byli na polach. A my wiemy, że pasterze w Izraelu są sprowadzani z pól w okolicach lub tuż zaraz po Święcie Namiotów, ponieważ podczas zimy byłoby zbyt chłodno, aby trzymać stada na zewnątrz. I jest to kolejna wskazówka, kolejny dowód na to, że nasz Zbawiciel nie mógł się narodzić pod koniec grudnia. Mam zamiar szybciutko pokazać wam wszystkie siedem Świąt, żebyście choć trochę zakosztowali Bożego kalendarza i rzeczy, które ogłosił Swoim ludziom, aby czynili. Po pierwsze jest ich siedem, po jednym na każdy dzień tygodnia, lub jeśli wolicie, po jednym na milenium. Mamy siedem mileniów. Wszystko dzieje się siódemkami – to dlatego liczba siedem oznacza pełnię, doskonałość. Zaczyna się Paschą, od wiosny, w marcu lub kwietniu. W dniu Paschy umarł Jezus, Jaszua. Stał się On barankiem paschalnym. Został pochowany podczas siedmiodniowego święta Przaśnego Chleba, kiedy to usuwano grzech lub zakwas ze swoich domostw. Powstał trzy dni później, dokładnie w Święto Pierwocin, kiedy to kapłan składał ofiarę z pierwszego jęczmienia i prosił Ojca o bogate zbiory jesienią. Podobnie Mesjasz, zmartwychwstał jako pierwocina, jako pierwszy. Potem, 50 dni później wypada święto, które po grecku nazywamy Pięćdziesiątnicą, a po hebrajsku Szawuot. To wtedy zstąpił Duch Święty, a 1200 lat wcześniej w dniu Pięćdziesiątnicy zostały dane przykazania na górze Synaj. Tyle jest w nich bogactwa, że jeśli nigdy nie przestudiowaliście Bożych Świąt, to zachęcam was, panie i panowie, byście skorzystali z naszej serii Boży Proroczy Kalendarz, gdzie dość szczegółowo omawiam sprawy związane z tymi Bożymi Świętami oraz proroctwami z nimi związanymi, jak również Jego pierwszym i drugim przyjściu. Te Święta się wypełniły i związane były z Jego pierwszym przyjściem. Umarł w Paschę, został pochowany w czasie Świąt Przaśnego Chleba, zmartwychwstał w Święto Pierwocin, a Duch Święty zstąpił w dół w Święto Szawuot, Pięćdziesiątnicę. Ostatnie trzy święta zwą się Świętami jesiennymi. Jeszcze się nie wypełniły i zarezerwowane są na Jego drugie przyjście. Według mnie, pierwsze z nich jest najbardziej interesujące. Zwane jest Świętem Trąbienia lub Jom Teruah – dmie się w trąby i powinno wam tu coś dzwonić. Jeśli studiujecie Biblię, to umarli w Chrystusie powstają kiedy? Na dźwięk trąby. To właśnie o tym jest to święto. Potem, 10 dni po Święcie Jom Teruah lub Święcie Trąbienia wypada Jom Kippur, Dzień Pojednania. Podczas tego święta, raz w roku, najwyższy kapłan skrapiał krwią kozła Arkę Przymierza, odkupując grzech całego Izraela za cały rok. Ostatnim świętem, najbardziej ekscytującym świętem ze wszystkich świąt jest ośmiodniowe Święto Sukkot, które wiąże się z przyjęciem weselnym Baranka. Jest to najhuczniejsze świętowanie w całym Izraelu w ciągu całego roku. Boży lud przez osiem dni z rzędu świętuje i celebruje, i jest ono uznawane za moment, kiedy rozpocznie się milenium. Nawet w Judaizmie jest mowa, że Mesjasz przyjdzie w czasie Święta Trąb, a wielkie przyjęcie weselne rozpocznie się wraz ze Świętem Sukkot. Tak więc widzimy biblijne połączenie w tym, co zwiemy Nowym Testamentem a proroczym kalendarzem. Czy możecie sobie wyobrazić, gdybyśmy od samego początku rozumieli ten kalendarz i uczyli swoje dzieci czynić biblijne rzeczy w biblijny sposób, nazywając biblijne rzeczy biblijnymi nazwami, to jakże bardzo odmienne i silniejsze byłyby nasze rodziny, gdyż opieralibyśmy się na czymś, co jest bardzo realne. Chciałbym zachęcić każdego z was do bliższego przyjrzenia się tym sprawom i odkrycia dla siebie Prawdy, głębszej prawdy, która tam na nas czeka. Jest to program dla naszych rodzin, którym mamy podążać za Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba – dokładnie tą samą drogą, jaką kroczyli nasi praojcowie.

Omówiliśmy wszystkie święta i pokazaliśmy jak prorocza natura wiosennych wypełniła się w pierwszym przyjściu, a jesiennych wypełni się w Jego drugim przyjściu. Widzieliśmy też jaki plan Bóg wbudował w Słowo, by uczyć nas i nasze dzieci głębszych rzeczy o Nim, by pokazać nam nas samych. Wielu ludzi pyta mnie: „Jim, jeśli doszedłem do takiego momentu, że nie czuję się komfortowo z Bożym Narodzeniem, czym powinienem je zastąpić? Może Chanuką?” Cóż, Chanuka nie jest świętem opisanym w Biblii, nie jest to przykazanie – jest to tak zwane mniejsze święto. Opiszę wam jednak historię tego święta, ponieważ Chanuka jest jednym z najbardziej ekscytujących świąt roku w mojej rodzinie. Moje dzieci każdego roku wyczekują Chanuki, więc podam wam taki sześćdziesięcio-sekundowy opis skąd wzięło się to święto. Wielu z was nie jest obeznanych z tym świętem, gdyż z naszej perspektywy jest to żydowskie święto. Jeśli cofniemy się w czasie jakieś 170 lat, zanim na scenie pojawił się Jezus, do roku 168 przed naszą erą, jakieś 100 lat po panowaniu znanym wówczas światem przez Aleksandra Wielkiego, pojawił się wtedy inny król i ten król nazywał się Antioch IV Epifanes. Był to zły król. Był Grekiem. Przybył on do Jerozolimy, zdobył Jerozolimę i postawił w świątyni posąg Zeusa. I nie pozwalał wtedy Żydom, wszystkim Izraelitom na składanie ofiar Jahwe. Nie pozwalał im na praktykowanie ich religii; był wobec nich twardy i surowy. Aż pewnego dnia mieli już tego dosyć i Żydzi postanowili odzyskać świątynię ich Boga i przejąć ją pod własną kontrolę. Człowiekiem, który był za to odpowiedzialny, był Juda Machabejczyk z rodziną i jego naśladowcy. I stało się, że odzyskali swoją Świątynię. Przez osiem dni trwało wielkie oczyszczanie, które potem zaczęło być zwane Świętem Świateł. I prawdopodobnie świętowali przez te osiem dni, gdyż, będąc pod grecką niewolą, nie mogli oni obchodzić Sukkot, Święta Namiotów. Od tego czasu świętowali co roku, aż do czasów Jezusa – Ewangelie podają, że Jezus obchodził Dzień Poświęcenia, a Dzień Dedykacji to po hebrajsku Chanuka. Tak więc sami widzimy w ewangelii, że Jezus obchodził Święto Świateł. Prawdę mówiąc, jest to ta pora roku, w której został poczęty. Pomyślcie sobie, nasz Mesjasz, światłość świata zostaje poczęty podczas Święta Światła. Jest to wspaniałe święto dla każdego z nas, którym możemy zamienić tradycje i doktryny ludzkie związane z Bożym Narodzeniem na biblijne święto Chanuki. Chanukę można znaleźć w ewangeliach, kiedy Jezus udał się do Jerozolimy i świętował Święto Poświęcenia. A występujące tam słowo ‘poświęcenia’ w języku hebrajskim brzmi ‘Chanuka’. Chanuka oznacza poświęcenie. Jak już wyjaśniłem, to wtedy Świątynia została na nowo poświęcona. A jak dziś odnosi się to do wierzących w Jaszua? To my jesteśmy Świątynią Ducha Świętego i wróg stara się przejąć nasze świątynie, rządzić nami i włożyć w nasze ciała nieczyste rzeczy, by zrobić z nas swoich niewolników. A jak wiecie, Jezus został posłany, by wybawić nas z niewoli grzechu i śmierci, zatem w pewnym stopniu nasze życie to nic innego, jak ‘Chanuka”, poświęcenie. Wciąż oczyszczamy i poświęcamy nasze Świątynie. Jest to fenomenalne święto do przypominania nam, że mamy poświęcać swoją świątynię, swoje życie, powrócić do Mesjasza i oczyścić świątynię, do której wróg nawkładał nieczystych rzeczy. Odbywało się przy użyciu dziewięciu świec. Święto trwa osiem dni. Środkowa świeca wystaje nieco ponad pozostałe świece – co widzicie – i zwie się ona Szamasz, świeca-sługa, która reprezentuje Jaszua. To ta służąca świeca zapala pozostałe świece, jedną każdej nocy. Gdy przerabiam to ze swymi dziećmi, każdej nocy zaczynamy od światła stworzenia, a każda ze świec ma różne znaczenie związane ze światłem z Biblii – od światła Przykazań, poprzez światło Izraela, światło Jezusa, aż po światło uczniów i nas także, aż do samego milenium. Więc moje dzieci uczą się Pisma, uczą się czegoś głębszego, czegoś, co jest ekscytujące. Nie jest to materialistyczne święto – dostają tylko jeden prezent w roku podczas Chanuki i uwielbiają to. Dlaczego? Ponieważ mamy gości, to coś jak Święto Dziękczynienia w każdy wieczór. Odwiedzamy innych znajomych, a oni przychodzą do nas i jest to świętowanie, które lubimy, którym co roku się cieszymy i możemy odnaleźć je w Piśmie. Zatem zachęcam was do bliższego przyjrzenia się temu świętu i zastanowienia się nad zamianą zamiast Bożego Narodzenia. Będzie ono dla was błogosławieństwem jak żadne inne. Z całą pewnością jest błogosławieństwem dla mojej rodziny. W końcu wielu wpływowych liderów chrześcijańskich Ameryki szukało innych alternatyw i odmawiało obchodzenia Bożego Narodzenia i Wielkanocy ze względu na ich pogańskie korzenie. Charles Spurgeon powiedział coś takiego w dniu 24 grudnia, Wigilię Bożego Narodzenia, 1871 roku – posłuchajcie: „Nie mamy zabobonnego podejścia do dat i pór. Oczywiście nie wierzymy w obecny, kościelny wymysł, zwący się Boże Narodzenie. Po pierwsze, ponieważ w ogóle nie wierzymy w mszę i mamy do niej wstręt, czy będzie ona odprawiana po łacinie, czy też po angielsku.” I mówi dalej: „A po drugie, dlatego że nie znajdujemy żadnych biblijnych podstaw do obchodzenia urodzin Zbawiciela, co oznacza, że ich obchodzenie to zabobony, gdyż nie mają one boskiego autorytetu.”

Panie i panowie, to był jeden z najbardziej duchowych pastorów wszech czasów, Charles Spurgeon, który sam powiedział, że Boże Narodzenie nie ma Boskiego pochodzenia, nie ma Boskiego autorytetu i absolutnie nie powinniśmy ich obchodzić. Dlaczego? Ponieważ wiedział on, że ich korzenie są pogańskie i tkwią w błędnej filozofii. Oto historia, jaka za nimi stoi. Mamy rok 325, Konstantyn mówi tak: „Wygląda na to, że kościoły z Syrii i Mezopotamii (czyli kościoły wschodnie) kontynuują podążanie w żydowskich zwyczajach…” Dlaczego? Ponieważ była to właściwa rzecz. Robili to, co Biblia nakazywała robić, oraz trzymali się Świąt. „… i obchodzą Wielkanoc 14 dnia pierwszego miesiąca, bez względu na to czy wypada w niedzielę, czy nie. Wszystkie pozostałe kościoły z wielkim namaszczeniem świętują tylko w niedzielę.” A powodem, dla którego jest to takie ważne, jest to, że Biblia mówi, by obchodzić Paschę lub Pesach 14 Nissan, czyli 14 dnia pierwszego miesiąca hebrajskiego kalendarza. Więc w 325 roku spośród wszystkich kościołów – mówi on – „wygląda na to, że kościoły wschodu”, czyli bliżej Jerozolimy, bliżej apostołów, uczniów, prawdy, że one nie uległy Rzymowi i nie poszły na rzymski kompromis z bogiem słońca. Trwali w świętowaniu pamiątki zmartwychwstania ich Pana w czasie podanym przez uczniów i przez samego Jezusa, czyli 14 pierwszego miesiąca, w Paschę. Podczas gdy rzymski kościół zaczął świętować pierwszą niedzielę po równonocy wiosennej, która związana była z niedzielą Isztar. I tak mówi dalej: „Po przedyskutowaniu tego tematu, zostało urzędowo nakazane, by obchodzić Wielkanoc w ten sam dzień – niedzielę – jak to było praktykowane w Rzymie.” I posłuchajcie tego, co mówi: „… Musimy uwiecznić obchodzenie tego zwyczaju na przyszłe pokolenia.”

Kochani, czynimy to. Nieustannie obchodzimy to, co Konstantyn, rzymski cesarz, nakazał nam, byśmy czynili. Rozkazał to robić wszystkim chrześcijanom i dokładnie to właśnie robimy. Obchodzimy nie święto biblijne, lecz obchodzimy święto starożytnego Rzymu. Więc widzicie dzisiaj, że celem Szatana jest powstrzymywanie nas od obchodzenia świąt, które nakazał obchodzić nam Bóg; wziął te prawdy, pomieszał z pogańskim bałwochwalstwem i viola, mamy nowe spisane prawo, nowe spisane tradycje. Zbliżając się do końca tego nauczania, chciałbym zacytować wam Marka Twaina. Mówi tak: „Biblia chrześcijan jest jak apteka. Jej zawartość się nie zmienia – zmieniają się nasze praktyki medyczne.” Niestety, nasze zmiany wprowadziły ogromne zmiany w naszych społeczeństwach. Wstyd przyznać, że 70% uczniów przed pójściem na studia, którzy twierdzą, że są chrześcijanami, po pierwszym roku rezygnują z chrześcijaństwa i stają się albo ateistami, albo agnostykami. Ludzie, tak nie powinno być. To, co napisał Bóg Biblii jest prawdą, jest zawsze prawdziwe i działa. Jeśli biblijne rzeczy będziemy robić po biblijnemu, to uzyskamy niesamowite rezultaty, ponieważ Drzewo Życia będzie wypływać z nas. Zmienia nas od środka i zapuszcza swe korzenie głęboko w Jego Słowie. Chciałbym zasugerować wam, że nasze korzenie, większość korzeni, jakie mamy w chrześcijaństwie, są bardzo płytkie i oparte ludzkich tradycjach i doktrynach. Czas, by zrobić rewizję rzeczy, w które wierzymy. Jeśli nie widzimy rezultatów, o których mówi Biblia, że powinny się dziać, gdy będziemy iść za Nim drogą, którą opisał nam, byśmy szli, to powinniśmy przyjrzeć się temu, co robimy i zmienić to, co robimy, bez względu na to jak się z tym czujemy. Jedynie Prawda z Biblii może nas zmienić i kiedy poddamy się tej prawdzie, zaczniemy widzieć cuda, uzdrowione relacje i będą się działy fenomenalne rzeczy. Co powiemy, gdy 2 rozdział Dziejów Apostolskich na nowo objawi się w naszym życiu, jeśli tylko zaczniemy robić rzeczy, o których mówi Biblia i odsuniemy na bok te rzeczy, o których ludzie mówią, że są biblijne. Tak jak Jezus w Marku, 7 rozdziale, mówi: „opuściliście przykazanie Boga i trzymacie się tradycji ludzi, i ciągle robicie wiele takich rzeczy”. Nie pozwólmy dać się złapać, jak faryzeusze, na usuwaniu Bożych przykazań po to, byśmy mogli robić i czynić co nam wydaje się właściwe; by uwielbiać Boga tak, jak my to chcemy robić.

A zakończymy tym cytatem, który już wcześniej słyszeliśmy w programie – Johna Kennedy’ego. Myślę, że cytat ten jest tak dobry, że zakończę nim to, co zacząłem. Mówi on: „Wielkim wrogiem prawdy bardzo często nie jest kłamstwo celowe, zmyślne, nieszczere, lecz ciągłe, przekonywające i nierzeczywiste.” To właśnie nierzeczywiste, stałe i sfabrykowane kłamstwa babilońskich legend i pogaństwa oraz kultu słońca wkradły się do chrześcijaństwa i odebrały nasze dziedzictwo. Skradły moc narodzin naszego Zbawcy, skradły moc Jego śmierci, pogrzebu i zmartwychwstania, które możemy odnaleźć w świętach Paschy, Przaśników, Pierwszych Owoców i Pięćdziesiątnicy. Nasze dzieci nawet nie uczą się tych biblijnych świąt, gdyż karmimy je ludzkimi tradycjami. Czy mamy się dziwić, że odchodzą od Boga? Nie ma w nich żadnego korzenia. Panie i panowie, musimy wrócić do Biblii, do rzeczy, które możemy znaleźć w Piśmie i wyrzucić z naszych domów bałwany i bożki widziane z Jego perspektywy – dlatego, że w tym wszechświecie są tylko dwie perspektywy, jest nasza perspektywa i jest Jego perspektywa. Nasza perspektywa to jak złoty cielec 3000 lat temu, gdy spisane zostały przykazania. Zrobili sobie złotego cielca, bo stracili gdzieś swojego pośrednika pomiędzy nimi a Bogiem. Więc sami zrobili sobie złotego cielca i zaczęli czcić Jahwe poprzez niego. Tak zapisane jest w Piśmie, Aaron mówi: „Jutro jest Święto ku czci Jahwe.” Z ich perspektywy oni myśleli sobie, że czczą Boga. Zastąpili po prostu Mojżesza. Lecz prawda jest taka, że z perspektywy Jahwe wygląda to tak: „Mojżeszu! Musisz zejść na dół, gdyż ten lud służy innemu bogu.” Tak więc widzicie, są dwie perspektywy i my, w swoich sercach możemy być jak najbardziej szczerzy, możemy myśleć, że wielbimy Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, lecz prawda może okazać się taka, że z Jego perspektywy tak wcale się nie dzieje. Gdyż, moi przyjaciele, we wszechświecie liczy się tylko jedna rzecz – by robić wszystko w Jego sposób. Zachęcam was do przemyślenia tego wykładu, do ponownego przejrzenia, sprawdzenia źródeł i sami zdecydujcie, jak wiele z Prawdy musi zostać skażone, by nie była już prawdą. W imieniu mojej rodziny mogę wam powiedzieć, że odkąd zaczęliśmy żyć według tych rzeczy, które dość długo zajęło mi zrozumieć, pozbyć się emocji, oddzielić prawdę, usunąć na bok swoją naturę i podporządkować swoje życie biblijnym rzeczom w biblijny sposób, to od kiedy zacząłem tak żyć, moje życie zaczęło się zmieniać. Moje dzieci zaczęły być bardziej Bogobojne, moje małżeństwo bardziej duchowe i scalone, wszystko wokół mnie się zmieniło – objawienie, ożyła Biblia i zaczęła się nowa podróż. Zachęcam was zatem, gdy tak idziecie w tej duchowej podróży, pytajcie Ojca czy nie ma w waszym życiu rzeczy, które należałoby zmienić. Niektórzy z was może nawet nie znacie Mesjasza, zachęcam was, abyście oddali swoje życie Bogu Abrahama, Izaaka, Jakuba oraz Jego Synowi, Jezusowi Chrystusowi – po hebrajsku Jaszua Mesjaszowi.

Dziękuję za czas poświęcony na wysłuchanie tego wykładu. Modlę się, aby Bóg błogosławił was, strzegł was i rozjaśnił Swoją twarz, gdy będziecie szukać Prawdy. I pamiętajcie o jednej rzeczy: Prawda może zrobić tylko jedno – wyzwolić was. Dziękuję. Był to Jim Staley z Passion for Truth. Szalom.

WWJD

WWJD, czyli “Co zrobiłby Jezus” – w domyśle w moim położeniu.
Często zastanawiamy się jak postąpić w danej sytuacji. Jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi, to staramy się naśladować przykład naszego zbawiciela Jaszua (Jezusa) i zastanawiamy się, jak On postąpiłby w danej sytuacji.
Najlepszą metodą, aby dowiedzieć się jak ktoś by postąpił, to dowiedzieć się jak ten ktoś żył i postępował.

Zapraszam do krótkiego rozważania, w linku poniżej, w którym dowiemy się jak postąpiłby Jaszua.

WWJD – Co zrobiłby Jezus